Kościół wiele stracił przez te 20 lat. Odkryto wiele sfer i skandali z udziałem duchownych.
Czy gwiezda Wojtyły wciąż świeci takim samym blaskiem jak 20 lat temu?
To już 20 lat temu. Nie chce mi się wierzyć, że aż tyle lat minęło. Jan Paweł II nie chciał wierzyć w bardzo duży deep state w Kościele, i w to, że wokół niego kręciło się w najbliższych kontaktach trochę przestępców seksualnych. No ale też wciąż były takie czase wtedy. Jeszcze wiele lat minęło po śmierci Papieża, aby całkowice stało się to naturalne, że można już wprost mówić o przestępcach będących arcybiskupami dla przykładu.
To zależy czy KK zyskal czy stracil? Rocznice zawsze sklaniajs do refleksji.
Poza Polska to zdaje sie wazniejsze co Trump zmalowal niz rocznica smierci JPII.
Dla kosciola? Stracil jednego z lepszych filozofow, zyskal? Na mozliwosci wyjscia ze spirali hopokryzji (delikatnie mowiac).
Pisze mozliwosci, bo opornie to idzie, zwlaszcza w Polsce, gdzie juz za zycia byl wykorzystywany instrumentalnie.
A no cóż - kolejny raz wczoraj w Sejmie okazzalo sie jaka miloscia do blizniego zioną ludzie, ktorzy chwile wczesniej przypominali kółko rozancoww, ktore pomylilo kaplice sejmowa z salą plenarną.
Od tego czasu zmienilo się dwóch papieży, jedniego juz nie ma, drugi? Jeszcze zyje. Ale nie wyglada dobrze
Na pewno nastepne konklawe bedzie starciem zwolennikow JPII, a raczej kierunku jaki nadal KK za swojego bardzo dlugiego pontyfikatu, a zwilennikami przystosowania sie do zmian spolecznych. Jaka opcja wygra?
Z fusiw wrozyc nie będę. Zresztą KK strzeze sowoich tajemnic i trzeba poczekac…
Bylem w Poznaniu,na"pożegnalnej" mszy…
Tłum siegal spod pomnika Mickiewicza aż po Kaponiere,wypełniajac niemal całkowicie ul. Św.Marcin.Bylo to przeżycie porównywalne jedynie z pierwsza pielgrzymka papieska…
Dla mnie osobiście,przeżycie znacznie większe i mimo smutku, bardziej dogłębne.
I takim pozostanie we wspomnieniu.
Z rozmaitym natężeniem,osoba Karola Wojtyły,towarzyszyla nam przez niemal cala młodość,stanowiac opokę niczym współczesny św.Piotr.
To z nim wiązaliśmy największe nadzieje,rozważajac wszelkie wizje po upadku komuny, w co po prostu uwierzyliśmy i której to wiary, nigdy nie zarzuciliśmy…
W trakcie tego pontyfikatu, najtrudniej było być obiektywnym…Jakaż to była konfuzja gdy telewizja pokazała kontrowersyjna postawę papieża w Ameryce Łacińskiej gdy otwarcie krytykował tzw. teologie wyzwolenia…Podobnie było z “nominacjami” na świętych,np. chorwackiego księdza biorącego jawny udział w codzienności obozów koncentracyjnych dla Serbów…
I jak to bylo godzić z obrazem tego cudownego człowieka,inteligentnego,pogodnego,niosacego nadzieje i tak czytelny,wolnosciowy przekaz?
Zamiast refleksji wobec pytań na które nikt nie jest w stanie do dzisiaj odpowiadać w sposób wiarygodny,objawila się obleśna natura ludzka która w ciagu niespełna jednego pokolenia, o wszystkim zapomniała,wszystko skutecznie zbrukała,opluła i podważyła…Dzisiaj,jakby nie ten sam naród,nie ci sami ludzie.Tluszcza pełna kibolskich skłonności,wydajaca wyroki na podstawie wrzasku tłumu i lewackich histerii, praktycznie trwających od zawsze a jedynie teraz znajdujących ujście w mediach.
I ten wrzask,sklania mnie wręcz jednoznacznie do przyjęcia postawy obronnej.Jeden z najgorszych przejawów tchórzostwa to agresja wobec zmarłych którzy bronić się nie mogą…I choćby dlatego [ a mam powodów znacznie więcej,o których wspominać publicznie nie zamierzam] niewielki portret Jana Pawła II,przywieziony z Węgier [!] ma u mnie swoje miejsce na ścianie i nie musi się obawiać o swój los…
Historia pokazała, że nie ma w świecie ludzi jednoznacznie czystych lub jednoznacznie złych. Oczywistym jest, że największą zasługą JP2 jest zjednoczenie społeczeństwa polskiego pod jarzmem komunizmu, danie nadziei na zmiany, duchowe przywództwo, itp., można o tym pisać tomy, tylko po co, skoro akurat to jest oczywiste. Spotkania na mszach papieskich z lat 80 to jedne z moich najwspanialszych wspomnień i nic tego nie zmieni.
Papież porywał tłumy, które go kochały, ale…. paradoksalnie, nie słuchały! Polacy uwielbiają obrzędowość, wielkie słowa, pieśni, wiece i okrzyki i głównie to przebijało się do świadomości. Lecz gdy chodzi o stosowanie się do jego nauk – z tym bywało już znacznie gorzej. Pamiętam pielgrzymkę JP2 z 1991 roku, już po odzyskaniu niepodległości, gdy wymiar polityczny znacznie przygasł, a papież podczas swoich homilii skupiał się na przykazaniach, na moralności, na codziennym życiu. I to już miało znacznie mniejszy odzew w społeczeństwie. Potem narodził się kult tej osoby na miarę kultu jednostki – tandetne pomniki, tablice pamiątkowe, nazywanie wszystkiego jego imieniem, mimo, że sam papież sobie tego nie życzył.
A teraz druga sprawa – kierowanie kościołem. Tutaj, niestety, można mieć mu wiele do zarzucenia. Dzisiejsza niechęć do tej instytucji, nie tylko w Polsce, jest niestety w dużej mierze pokłosiem tego pontyfikatu. Wydaje się, że Jan Paweł II będąc wielkim filozofem, myślicielem, intelektualistą, autorem licznych encyklik i innych wzniosłych dokumentów zaniedbał właściwy nadzór nad instytucją, którą kierował. Zdał się na innych, niekoniecznie uczciwych z szarą eminencją “Don Stanislao” na czele. A to, niestety, źle o nim świadczy. Tolerował takich seksualnych drapieżców jak Degollado, McCarrick czy Groer niemal do ostatniej chwili, a tego ostatniego żegnał w ciepłych słowach nawet po bezsprzecznym udowodnieniu jego niegodziwości. Do tego liczne afery finansowe jak np. Bank Ambrosiano. Prawdopodobnie jego postawa była spowodowana atmosferą wokół kleru w Polsce w latach komuny, gdy księża byli prześladowani przez władze, więc po prostu „nie wypadało” mówić o nich źle, nawet gdy faktycznie coś przeskrobali. I jeszcze to obiegowe przekonanie. że kościół jest „święty”.
Zasada, że nie mówi się źle o zmarłych nie dotyczy jednak polityków czy innych osób publicznych @collins02. Tak jak napisałem na początku, niemal każda z wielkich postaci ma coś za uszami, począwszy od Juliusza Cezara, poprzez Napoleona, czy Bismarcka – wielkich tego świata, którzy jednak mają też krew na rękach. A w Polsce? Ksiądz Skarga, z jednej strony wielki mówca, kaznodzieja, z drugiej chodzący na pasku Habsburgów, wraz ze spowiednikiem królewskim, Bartschem oraz Austriaczką Urszulą Ginger wymyślili kruczek, który uniemożliwił zniesienie liberum veto. I to oni są głównymi autorami zwrotu Rzeczypospolitej ku przepaści za bierną zgodą królewską. Stanisław August Poniatowski – z jednej strony mecenas sztuki, kultury i nauki, a z drugiej – członek targowicy, kochanek Katarzyny II. Roman Dmowski – jeden z ojców naszej niepodległości a z drugiej podły antysemita, inicjator getta ławkowego i innych tego typu rasistowskich ekscesów.
Reasumując – JP2 zrobił wiele dla Polski, dla naszej tożsamości narodowej, ale niestety skierował kościół na złą drogę a równia pochyła, na której znajduje się ta instytucja zdaje się zwiększać swoje nachylenie.
Bank Ambrosiano to bylo czesciowo “dobro zastane” podobnie jak wiele innych zjawisk, które istnialy juz przed pontyfikatem JPII.
Niestety dlugie lata patrzania przez palce spowodowalo, ze jak to zawsze bywa?
Zaczelo sie to rozrastan.
Mozna sie z szcunkiem pachylic nad dorobkiem intelektualnym Wojtyly, ale zarządcą byl niefrasobliwym.
Co do kultu papieża jako instytucji? W Polsce specyficzny
Papież jest tylko jeden, pozostali ro nie nasi
Ależ oczywiście! Ba! Moim zdaniem osoby publiczne POWINNY podlegać ocenom i to jak najczęstszym.Choćby po to by ocalić od zapomnienia.Oraz od magla codzienności.
W tej zdumiewająco obiektywnej,jak na Ciebie,ocenie,rzuca sie w oczy najbardziej to że aby za coś się brać najlepiej być świadkiem wydarzeń lub brać w nich udział.Wtedy jest szansa na głos obiektywny a przynajmniej uczciwy.
Jednak debata a nagonka to dwie,całkowicie się wykluczające sprawy.To drugie jest domeną partyjnej najczęściej,goovniarzerii która"powołuje pod broń"uliczną hołotę.I to sie nie zmieniło od godzin gdy Chrystusa wydano na pastwę tłumu.Jedyna różnica to fakt iż Chrystus żył.
Karolowi Wojtyle pozwolono odejść z godnością bo wtedy decydowali o tym inni ludzie.Co działoby się dzisiaj,wolę nie myśleć.W pierwszym szeregu,dokładnie tak jak przy ocenie zjawisk historycznych,sportowych czy nade wszystko,politycznych,jak zawsze ci co nic nie wiedzą,w niczym nie brali udziału lub w ogóle ich nie było.
Jakby ambicją ich najwyrazniej nędznego życia,było podłączenie sie pod cokolwiek i to nawet po trupach…
Widać to przecież niemal każdego dnia,tygodnia czy miesiąca.O internecie już nie wspominam bo kolejne powoływanie się na Lema,staje sie tak oczywiste jak i po prostu nudne.A nie chciałbym aby ta złota myśl stała sie mantrą bezmyślnych pustaków na wzór,“trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”
Pięknie to ukazałeś, ale ta zgoda Zygmunta III Wazy wcale taka bierna nie była. Sam Skarga był jezuitą i musiał słuchać przełożonych. A ten zakon odegrał wręcz fatalną rolę w polskiej historii.
Kiedy Karol Wojtyła został obwołany papieżem gościłem przejazdem nieopodal Gorzowa w Deszcznie u sióstr mego taty. Dzień wcześniej zażartowałem sobie, że na papieża wybiorą Wyszyńskiego. Niewiele się pomyliłem w swoim żarcie. Zaskoczenie w kraju było niesamowite. I nie tylko w kraju. Ale nasze władze wtedy zamurowało, a czerwona linia telefoniczna Warszawa-Moskwa mało się nie zapaliła. Minęło kilkanaście godzin, gdy w publikatorach pojawiły się pierwsze komentarze. Przedtem tylko dziennik tv podał suchą wiadomość.
Pierwsza pielgrzymka do Polski to był taki szał jakiego przedtem i potem do dziś nie było.
Oj bylo to zaskoczenie.
I jakas taka iskierka a wlasciwie swiatlo w tumelu. Ktore sie okazalo być pociągiem?
Jednych rozjechal, innych dowiózł?
Sowiety to pewnie by sie w koncu rozpadly, ale czy bez JPII Polska poszłaby drogą Solidarnosci czy zrusyfikowalaby się jak Słowacja czy Wegry?
I to jest dobre pytanie. W każdym razie Solidarność czuła poparcie i akceptację Jana Pawła II. Władze też czuły, że papież popiera ten wielki protest. W 80 roku cały świat na bezdechu obserwował to co się w Polsce działo.