Gdy w telewizji człowiek naoogląda się złych ludzi opalonych na pomarańczowo i innych nie opalonych,oraz nasze podwórko gdzie niedługo będą tłuc się po gebach oraz reklamy przerywane filmami,nachodzi chęć na takie coś:
A ja się tak wstrzymywałem przed lubieniem baletu..no ale jak mówisz,że to normalne to fajnie.Podniosłaś mnie na duchu.Już nie muszę się ukrywać przed społeczeństwem ze swymi dziwnymi gustami.
Albo oboje się starzejemy..ale chyba nie
Jezioro łabędzie pierwszy raz oglądałam w Teatrze Wielkim w Łodzi mając ok. 5 lat. Zauroczyło mnie.
Choc w tym samym czasie prężnie też działała operetka - i jako urodzonej sroce te Księżniczkiczardasza i inne bardziej mi się podobały. Tańczyli, śpiewali, cekiny błyszczały, stroje kolorowe…
Z jednym jesli chodzi o balet mam kłopot z przyswajaniem - tzw. nowoczesny, czyli sprawność fizyczna bez idei artystycznej.
Balet i to właśnie klasyczny,wpływa bardzo kojąco.Zawsze lubiłem,pod warunkiem że nic nie przeszkadza…Ostatnio jednak częściej wyciszałem się filmami przyrodniczymi z głosami czy to Richarda Attenborough czy Krystyny Czubówny
Mnie tatuś do spółki ze stryjecznym dziadkiem do tej operetki wystroiłi, kupili program, usadowili z dobra widocznością na scenę i przykazaniem, że pytania to w antrakcie, przy oranżadzie. Bo na widowni się nie gada.
Szokiem byla opera - na przystawkę dostałam Straszny dwór Moniuszki.
Jedyny raz gdy zasnąłem w kinie,miał miejsce poczas niemieckiego filmu"Helga",traktującego o porodzie.W ramach tzw. Przysposobienia do życia w rodzinie [chyba tak to sie nazywało…].Ponad 2 godziny! No i w końcu padłem…
Faktycznie,odkąd dziewczyny uparły się na Netflixa,trwa penetrowanie skandynawskich seriali kryminalnych.Oglądać oglądam ale nic we mnie nie zostaje…
Wystarczy przez sekundę porównać z Cormoranem Strike i pozamiatane
Jesienna sonata była prezentem klasy na dzień chłopaka…Nie jest to jednak film dla 16 latka.Doceniłem wiele lat pózniej.