Tajemnicę przesypując w sobie
jak w zamkniętej kadzi ziarno
jechali trzej królowie
przez ziemię rudą i skwarną…
A w pałacach na lądach zielonych
co jak sukno wzburzonej fali,
mieli króle trzej błękitne dzwony,
w których serca swe na codzień chowali.
A tak śpiesznie biegli,że w pośpiechu
wzięli tylko myśli pełne grzechu.
Więc uklękli trzej królowie zadziwieni,
jak trzy słupy złocistego pyłu,
nie widzący,że się serca trzy po ziemi
wlokły z nimi jak psy smutne z tyłu.
I spojrzeli nagle wszyscy trzej,
gdzie dzieciątko jak kropla światła,
i ujrzeli jak w pękniętych zwierciadłach,
w sobie-czarny huczący lej.
I poczuli nagle serca trzy,
co jak pięści stężały od żalu.
Więc już w wielkim pokoju wracali,
kołysani przez zwierzęta jak przez sny…
Powracali,pośpieszali z wysokości
trzej królowie nauczeni miłości.
Krzysztof Kamil Baczyński