Bardzo się dziś nie popisałem, chyba z powodu słabego refleksu

Gdy wchodziłem do Biedronki, zrobił krok w moim kierunku jeden młodszy ode mnie potrzebujący. Chyba chciał, abym go jakoś wspomógł, a ja mu cwaniacko powiedziałem “cześć” i odszedłem. Potem, gdy z niej wychodziłem, i gdy już się zreflektowałem, jak nieładnie postąpiłem, już go nie było, a chciałem mu sprawić przyjemność.

Zachowałem się nieładnie, bo przecież dostaję emerytalne pieniądze od społeczeństwa bez pracy, i mógłbym nimi sprawić temu bliźniemu przyjemność. Nieładnie, p. harmonik. Przecież to mogł być sam JEZUS pod jego postacią. Chciałbym go jeszcze spotkać.

Kup mu jedzenie bo za hajs flaszkę kupi

Najpierw musiałbym go jeszcze spotkać.

Rób tam zakupy. Może go spotkasz.

Prawdę mamusia mówiła:
Jezus jest wszędzie.
Ja takich pod każdym sklepem spotykam, na przystanku, na parkingu, przy śmietniku, itd.

Takie osoby dziennie bez pracy mają dobrą moją tygodniówkę - sprawdzone kiedyś osobiście w gorszych chyba czasach. Dziś mają lżej z łatwizną, gorzej z pracą którą zapomnieli

Kiedyś tylko do mnie stałe podchodziła kobieta z dzieckiem, potem nachodziła w domu że niby przypadkowo, ale i tak widziałem że byłem śledzony całą drogę, swoimi sposobami. Jedzenie odpadało, tylko kasa - wtedy byłem na bezrobociu, inaczej było z naprawdę potrzebującym - wykąpać się i zrobić szybko pranie, głodny nie był ani potrzebujący alkoholu - szok, a bardzie pracy co dało się załatwić na gorąco - kilku takich przeżyło i wylazło na człowieków

Może takim nie jest lekko i przyjemnie.

Nie jest ani lekko ani przyjemnie !, najgorzej to przełamać wewnętrzny opór w sobie, że trzeba prosić o pomoc / nie żebrać / nieraz osoby bliskie czy znajome lub bardziej zaradne. Tu jest śliska i krucha droga która może być tragedią, niezależnie od wykształcenia czy układów / znajomości / bo wystarczy chwila nieuwagi by do takich osób dołączyć itd. Sam na ile mogę to pomogę ale z głowa by człowiekowi życia dalej nie skomplikować. Samo dawanie tylko rozleniwia, bardziej mądre jest wskazanie drogi powrotu - nieraz podpowiedzi, by człowiek odżył !, poczuł się potrzebny itd. Trudno to zrozumieć nie zaznając tego co miłe nie jest

Życie jest trudne dla pojedynczego człowieka, a nieporównanie łatwiejsze w gromadzie, w społeczeństwie.

Przeżyć w grupie jest zdecydowanie łatwiej niż w pojedynkę, niezależnie jaki to termin do przeżycia. Wówczas jest nasze a nie moje czy twoje, liczą się pomysły a tych jednostkom nie brakuje - gorzej jest w grupie bo żaden nie będzie skuteczny, jeśli nie będzie przemyślany jak cel osiągnąć. Temu pojedynczemu życie innych też nie ułatwia życia np. z zazdrości bo może mieć lepiej czy więcej niż ja itd.

Grupy kierują się dobrem wspólnym. Tak jest we wszystkich gatunkach, nawet jeśli są w nich dominanci.

Tak jest także w przyrodzie / naturze /, człowiek tylko podgląda i wykorzystuje, często w nadmiarze nie licząc się z kosztami

No mógł. Mnie zachwyca ta rzeźba kanadyjskiego artysty, którą widziałem już w kilu, nawet bardzo dalekich miejscach.

nie kiedyś dzieciak bułką o asfalt cisnął…

Uważaj, jak następnym razem spotkasz w Biedronce mysz, to tez może być JEZUS, który przecież potrafił przemieniać sie w dowolne harmonijne zwierzę!

To trzeba mieć ze soba ziarenka…

Jako emeryt niczego nie dostajesz, tylko odbierasz swoje odłożone i zapracowane przez siebie pieniądze.

Ale mógłbym ich nie dostawać, ktoś to musiał zorganizować. Nieładnie być egoistą.

Za organizację to oni sobie już potrącili, w końcu przez lata obracali Twoimi pieniędzmi :slight_smile: