Byłbyś w stanie żyć bez żadnych kolegów i przyjaciół?

Mając tylko znajomych, z którymi wymieniasz się krótkimi pogawędkami, w pracy lub u siebie z sąsiadami. Czy to przypadkiem, gdy akurat kogoś znajomego spotkasz. Jak postrzegasz taką wizję? :0

Tak

Byłabym. Żyłam tak jakiś czas podczas gdy inni w tym czasie tych znajomych/przyjaciół mieli i gdy był to okres zabaw i spotkań (nastoletni, wczesno dorosły). Potem jednak się to zmieniło i życie towarzyskie jest spoko nadal. Ogólnie jako jedynaczka jestem przyzwyczajona do organizowania sobie samej czasu i spędzania go ze sobą (czas z rodzicami/rodziną tez oczywiście był, żeby nie bylo, że tak pozostawiona :sweat_smile:).

Miałem takie chwile w dzieciństwie.Jedyne inteligenckie dziecko na całej ulicy,wśród samych proli…
Ciężko było ale ok.7-8 klasy,problem przestał istnieć.
To była fajna szkoła a z klasą z PODSTAWÓWKI,spotkałem sie ponownie…4 dni temu.Było 17 osób!!!

Ja tak żyję na co dzień, ale może właśnie z powodu rzadkości bardziej doceniam te spotkania.

Przez cale swe życie od dzieciństwa bardzo szybko integrowałem się w różnych środowiskach. Miałbym chyba problem, gdyby nie ludzie, z którymi mam serdeczny kontakt.

Opisałeś mnie w 1OO% więc jestem na tak :grin:

Absolutnie nie. Każdy zdrowy psychicznie człowiek jest z natury istotą społeczną, nawet jeśli głośno twierdzi, że nie. Ja bez znajomych szybko zszedłbym na poziom rozmów z lodówką i uznałbym to za głębokie relacje…

Bez większego problemy, bo z pytania wnioskuję że ze znajomymi osobami mogę wymienić choćby parę słów