Co mierzy ten zegarek między kartoflem a cebulą
Cholera wie, ale działa…
Aha. Między kartoflem a cebulą jest godzina 12:03. Dobrze wiedzieć.
To pytanie zadawałem sobie również i ja wielokrotnie. Kiedy wprowadzono kartki na alkohol i zrobiono półprohibicję czyli słynną godz 13, to dopiero zaczęło się pijaństwo w Polsce Ludowej. Nie było chałupy, gdzie by nie pędzono, nie było takiego budynku mieszkalnego, gdzie nie było meliny.
W II połowie Gierka te zegarki to był szał w PRL.
To już prędzej GS-u mogło zabraknąć niż onych jaboli.Taka sytuacje mialem w połowie lat 80-tych,gdyśmy obozowali nad jeziorem Czarnym,kilka kilometrów od Dobiegniewa.
Piwo marki “Piwo”,można było nabyć w jakimś tajemniczym blaszaku bez nazwy ale spożywczak to już marsz do miasteczka
Byłem już wtedy na szczęście,ostatecznie przestawiony na piwo
U mnie w bloku meliny nie bylo.
Dwa domy dalej…
Ale aparaturka? A jakze…jeszcze piekna kolumienka rektyfikacyjna , szklana, leży w piwnicy.
W tamtych czasach gdy wchodziło się do jakiegoś bloku lub kamienicy to przez całą dobę dominowała wszędzie charakterystyczna woń. Zdarzały się też i wypadki śmiertelne w postaci wybuchów.
Pamiętam idąc kiedyś na dalekąąąąą pielgrzymkę, podłączałem się do kontaktów w kościołach, ale i w schroniskach, chociaż tam wszyscy ładowali, co było niemożliwym czasami.
Dla chcącego nic trudnego, oczywiście, jak będziesz gdzieś w dziczy, lub na pustynnym terenie, no to słoneczna ładowarka tylko pozostaje.
W okolicy wybuchow nie bylo. Ale to Bałuty i producenci zaprawieni w bojach od pokolen.
A u mnie w domu inzynier chemik analityk. Aparaturka z termometrem do pomiaru zbieranej frakcji,.
A i chyba jedyny czas, kiedy w piwnicy panowal porzadek, bo staly tam sloiczki z powidlami sliwkowymi, kiszonymi ogorkami i kompotem truskawkowym a w drugim rządku baloniki z zacierem.
U niektorych jeszcze bywal zapas kartofli, ale piwnica ogrzewana i z tym bylo gorzej.