Witam. Wyobraźcie sobie, że jedni przestaliby przedłużać umowę ze swoim operatorem. Inni zaczęliby korzystać bardzo rzadko, a ci, którzy nadal korzystaliby z internetu często, byliby niewielkim procentem społeczeństwa niczym internauci w czasach sprzed Neostrady 512.
Zwrócie uwagę na to, że nawet władze krajów autorytarnych wolą zastępować globalny internet lokalnym niż po prostu go wyłączyć.
Właśnie w Rosji Putin odcina naród od internetu. Zaczął od ograniczeń, a od 2 kwietnia Rosjanie nie będą mieli mobilnej sieci światowej w ogóle. A zastępstwie muszą aplikować rosyjski system MAX, który jest totalnie inwiligacyjny.
Internet ułatwia komunikację i pozwala dotrzeć z informacją do milionów. Dziś nie ma polityki bez wpisów na X. Tak się dziś porozumiewamy. To o wiele lepsze niż uliczny wiec.
Jeśli zaś władza chce zamknąć ludziom mordy i uniknąć wpływu z zewnątrz to wyłącza internet
Także wszystko zależy od planów władzy. Taki Iran odciął sieć by opozycja i agentura nie mogły działać
No to zaużmy, że zrobiliby przelewy na stronie lub aplikacji swojego banku i sprawdzili pogodę, ale potem już nie czytali artykułów na portalach newsowych, nie czytali postów na portalach społecznościowych, a szczególnie tych politycznych, nie robili zakupów przez internet, nie oglądali portali VOD, a grali tylko w te gry, które naprawdę mają.
Piszecie, że z internetu nie da się całkowicie zrezygnować, bo banki i urzędy. Więc może rząd tym bardziej poczułby się zaniepokoiny masową rezygnacją z internetu?
Tyle krytyki i tyle prób kontrolowania internetu, ale ja bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że rząd zaniepokoiłby się masową rezygnacją z internetu. Stąd właśnie inspiracja do zadania tego pytania.