Co wybralibyście - mega zamożność, piękną

miłość, czy nieśmiertelność? Ja chyba wybrałbym to ostatnie..Osobliwym jest, że nieśmiertelność mamy realnie w zasięgu ręki.Chyba ciężko jest zaprzeczyć, że śmierć jest całkiem nielogiczna w świecie niezliczonych cudowności..

Zabrakło opcji młodość, gdy mega zamożność i piękna miłość są jeszcze przed nami.

Wieczna młodość jest już zawarta w nieśmiertelności..

rozum, ktorego nie mam

Na pewno masz swój rozum..

Nie dziw się, wszak należysz do patologicznego gatunku ludzkiego

Może żartujesz, ale masz ogromną rację..

Nieśmiertelny bym nie chciał być. Trzeba wtedy patrzeć na to wszystko dookoła przemija i umiera. Jak wojny i zło toczą ten świat. Patrzysz też jak umierają ci których kochasz

To nagle świat jest cudowny? :laughing:
Pojęcie nieśmiertelności “współpracuje” niejako z wiecznością.I tu już nie ma tak pięknie…Bo możesz skończyć w piekle,z którego wyjścia nie ma…
Jest to zresztą,idealny punkt wyjścia do pogadanki nt. braku ludzkiej logiki…
No bo jak?Bóg Wszechmogący a z takim scoorvielem jak szatan sobie nie radzi?
To jest tak szerokie zagadnienie że odpuszczam przy moich 34 stopniach za oknem…
Niemniej śmierć jest jedynie stanem przejściowym.Do dobrej lub złej wieczności…I mimo wszystkich obietnic,wciąż mnie to przeraża.Bo nie ogarniam.Ludzka wyobraznia ani wiara temu nie podoła…
Można tylko ufać Jezusowi gdy mówi,“nie lękajcie się!”
Innymi słowy,ufać Bożemu miłosierdziu
Lub,jak powiedział pewien emigrancki kapłan parę lat temu:
“Nie bójcie się…Będzie dobrze!”
I to powinien być aksjomat.Wiara w Boże miłosierdzie…
Tak więc pytanie chyba zle postawione.
Miłość,choćby platoniczną,każdy ma choć raz w swoim życiowym cv.
Nieśmiertelność,taką czy inną,także każdy ma. Przed sobą.
Choć znam i takich poetów którzy bez wahania wybraliby miłość.Oni jednak nigdy nie biorą pod uwagę że miłość miewa swoje kaprysy.Kończy się lub bywa siłą niszczącą…
Ale to już osobny temat.