Czy lubicie łowić ryby?

Ja nie lubię ,ale mój tata lubi. Parę razy z nim byłem na rybach,ale mnie to nie zainteresowało . Jestem ciekaw , jak wy , czy lubicie łowić ryby ?

Uważam rybołówstwo za mega barbarzyństwo i bezmyślność, bo przecież nie po to zostaliśmy wcieleni do życia ziemskiego, by zadawać takie niewyobrażalne cierpienia myślącym niewątpliwie stworzeniom, ryzykując, że w następnym wcieleniu sami doświadczymy tego, co uczyniliśmy innym..

W Polsce tylko ryby nie biorą

Łowiłem gdy byłem nastolatkiem, teraz mnie juz to nie kręci. Za to lubie spożywać mięso przedstawicieli tego typu fauny.

Kiedyś podawałem wędkę z haczykiem i przynętą kolesiowi, który stał na brzegu a ja na takiej małej wysepce. Haczyk z przynętą wpadł do wody i złapał się okonek.
Za młodego, jeżdżąc na biwaki łowiłem ryby, głównie to ukleje się łapały. Ostatni raz na rybach byłem na Bałtyku ze dwadzieścia lat temu, łowiłem dorsze na kutrze. Ani ja, ani pływająca ze mną ekipa niczego nie złowiliśmy … Za to łepek, którego zaprosiłem na ten rejs obżarł się i opił tyle darmowego żarła i popitek, że wszystko za burtę oddał …

Bardzo lubię łowić ryby. Niestety z przyczyn różnorakich mam coraz mniej okazji, żeby to czynić. W łowieniu bardzo atrakcyjne jest dla mnie samo przebywanie na łonie natury, w odosobnieniu, kiedy można zając się przeróżnymi czynnościami związanymi z tym hobby i wyłączyć mózg z “rutyny” codziennego trybu. Jeżeli uda się coś przy okazji złapać, jest to miły dodatek … :wink:

Nie miałam jeszcze okazji łowić, więc ani lubię ani nie lubię

Dzisiaj to nawet nie wiem… :innocent:
Upłynęło ok.40 lat od ostatniego połowu :wink: Ukleje i chyba jazgacze czy cuś…I wtedy mnie to nad jeziorem,nawet bawiło.
Spokój,brak gonitwy [nawet myśli].Dzisiaj wykluczone.To już inny etap życia…

Lubię, uspokaja, raz nawet złowiłam przez przypadek okonia :grin::grin: a miałam tylko potrzymać wędkę :joy:

Szczęście początkującego … kiedyś moja szwagierka, łowiąc pierwszy raz w życiu, złowiła rybę stojąc plecami w stronę wody. :rofl:

Też takie szczęście miałam. Zanurzyłam swoją wędkę w wodzie siedząc na pomoście, bo pomagałam panu łowiącemu obok rozplątać żyłkę. Gdy już rozplątaliśmy, wyjęłam końcówkę swojej wędki - zobaczyłam, że złowiła się naprawdę spora płotka (spora jak na płotkę). Nie pamiętałam, czy na haczyku była przynęta, więc mąż potem nabijał się, że pewnie to była niedowidząca płotka, która zapomniała okularów, skoro nie zauważyła, że być może brakuje przynęty i haczyk jest goły.

No i proszę, kolejny potwierdzony przypadek … :wink:

Dobre pytanie, szwagier kocha a mnie to nudzi niemiłosiernie. Ciekawe jak to działa, że jedni siedzieliby na rybach non stop a inni w ogóle. No chyba, że chodzi tylko o chlanie :sweat_smile:

@Maximus3g Wyjazd na ryby by się udał, gdyby te wędki ciągle nie przeszkadzały … :rofl:

To mi przypomniało anegdotkę…ze świata jazzu.
Opowiadał albo Robert Leszczyński albo Filip Łobodziński…
Spotykają sie po koncercie Milesa,dwaj “zawodowi nosiciele garniturów”.I jeden nawija:
-Niezłe,prawda?
Na co ten drugi:
-No! Nastrój…i wszystko w czerni…Tylko cholera,ta trąbka przeklęta :laughing:

Łowić nie, ale upolować tak. U nas ciężko np. o karpia, a szczupaka udało mi się upolować tylko dwa razy w ciągu ostatnich 30 lat

Kiedyś dwaj kolesie zaprosili mnie na ryby. Było tak fajnie, że nic nie pamiętamy. :winking_face_with_tongue: