Henley on Thames, Marlow, Bristol, z dzielnic Londynu, to Richmond, Hampton Court, Putney, Ealing. Pewnie coś by się jeszcze znalazło z Anglii.
Uwielbiam Pragę, ale to się nie liczy bo tam byłem kilka razy a powód jest taki, że to piękne miasto z niepowtarzalnym klimatem i zajebistym, tanim piwem. Do tego niesamowita atmosfera, prawie rodzinna dla każdego w ich piwnych lokalach. To tylko w Czechach.
Budapeszt, byłem w nim krótko, raz na początku lat 70, gdzie wygrałem turniej i na początku lat 80 kiedy z Warszawy jechałem nad Balaton pociągiem i zachwycił mnie dworzec w stolicy Węgier. Sam Budapeszt jest bardzo urokliwy i piękny. Architektura niesamowita, historyczna tak jak w Pradze.
Hmmm…Wygląda po prostu na to że nie da się lubić tak całkowicie bez powodu.A już wizyta niemal zawsze załatwia sprawę.Na “tak” lub na"nie".
Zgadzam się z powyższym bo w Pradze byłem dwa razy i na starym mieście,szczególnie idąc pod górę w stronę Hradczan,można się zapomnieć.Sporo historii jak i…sporo kapitalnych sklepików ze starociami ![]()
Piwo wyborne!Ani razu nie trafiłem na szczyny.A tanie jak niegdyś woda sodowa bez soku ![]()
Budapeszt już mi się zaciera w pamięci..Minęło 35 lat…Ale pamiętam że na każdym kroku dobre wino było i na każdym kroku człowiek czuł się jak statysta w CK Dezerterzy ![]()
Dla mnie czeskie piwa są najlepsze.
Dla odmiany, przecież nie z przekory
pozwolę sobie podać miasto, którego nie cierpię, To Paryż. Tak się złożyło, że bywałem tam dziesiątki razy w miejscach nie turystycznych. Zwiedziłem także i to, co zazwyczaj się zwiedza łącznie ze Starą Damą , wieżą Eiffla, Parnasem, Montmartrem i placem znanym z kasztanów, które lubiła Zuzanna zwłaszcza jesienią. Ale to nie jest ten właściwy Paryż. Właściwy Paryż i jego obrzeża, to brud, smród i złodziejstwo, zaniedbany i ogólnie niebezpieczny. Naciągaczy mnóstwo. To korki drogowe przez cały dzień i wariaci kierowcy. To narkomani i mnóstwo kiedyś kloszardów, dziś zwyczajnie bezdomnych.
Dziś grać będzie Iga w Stuttgarcie więc utworzę nowy temat.
Z powyższych powodów,do Paryżewa mnie wcale nie ciągnie.Tuż przed świętami obejrzałem sobie 15-minutowy dokument prod. amerykańskiej, jak to policja ucieka przed gangami tzw.“imigrantów” ![]()
A jeszcze w latach 80-tych i nawet nieco potem,znajomi z radia wracali zachwyceni…Ja zaś marzyłem o Montmartrze…Co nawet wróciło wraz z filmem Woody Allena"O północy w Paryżu"
Obawiam sie jednak że to ta sama historia co z NY.Miasto podbite przez narkotyki,gangi,gwałcicieli i udupioną przez lewackich półgłówków policją…Chcieliście debile multi kulti to teraz żryjcie to goovno!
Czekałem aż przestanie padać i…Mam!
Zupełnie zapomniałem o swej fascynacji Etiopią.Tyle lat…
No a skoro Etiopia to koniecznie Adis Abeba!
Niby jeden z najuboższych krajów Afryki a ma najnowoczęśniejszą kolej,stolica kraju traktowana jak stolica Afryki a tyleż piękna co dramatyczna historia tego kraju sięga starożytności gdy reszta Afryki zazwyczaj tkwiła miedzy gałeziami na drzewach lub w buszu…