Kanadyjska piosenkarka,wokalistka uchodząca za jazzową…
No właśnie…
Posiadam w swoich zbiorach 8 płyt Diany Krall ale dopiero dzisiaj,po nabyciu"The Girl In the Other Room" z 2004 roku,godzę się z nazywaniem Diany,wokalistką jazzową.
A i tak,nie do końca jest to jej zasługa…23 lata temu, miała po prostu wspaniały zespół!
Jest to jednak pewien przełom w jej wokalistyce!
To już nie są zgrywane do zanudzenia,“klymaty” a’la Nat King Cole czy Astrud Gilberto.To nowy materiał a osobiście wyróżniam Johna Claytona na basie.
Oraz…Jej właśnie,bluesowe galopady jak choćby w “Love Me Like a Man”…
Jakimś zawołanym fanem Diany chyba nie zostanę…Ale ten album coś jednak zmienił!
Czuć tu entuzjazm zespołu,wykraczający daleko poza"zadekretowany liryzm" poprzednich,nudnawych albumów…
Oczywiście to były o klasę lepsze propozycje niż bełkot Roda Stewarta z jego American songbook,neverending story… ![]()
Ale chyba dopiero teraz,COŚ się wydarzyło.
Poruszone wreszcie czułe struny,bez tego irytującego mrugania do masowej publiki…
Coś jeszcze dodam ale na razie…Płyta wraca na talerz.
Jeszcze raz!