Dlaczego przeklinanie sprawia ulgę, gdy doświadczasz bólu

gdy się gdzieś walniesz, czy też uderzysz młotkiem w paluchy, etc.

Takie odniosłem wrażenie, gdy niczym szefc sobie nieźle bluzgnąłem, gdy się ostro walnąłem nie z moje chęci, wiadomo.

Może ulga jest tylko moją iluzją. Nie wiem. Jak wy tłumaczycie swoje spontaniczne bluzgi…

No nie wiem. Nie próbowałam. W chwili bólu tak na szybko nie potrafiłabym przypomnieć sobie żadnego przekleństwa, bo myśli zajęte są wyrażeniem bólu a nie przypominaniem sobie nie używanych słów.
Standardowo więc wrzeszczę: AŁAAA…
Czy to przynosi ulgę? Nie wiem, ale myślę, że tak, skoro wrzeszczę.

Tak się rozładowuje emocje. Wypowiadasz coś co jest społecznie nieakceptowane. To oczywiście oszukiwanie siebie bo słowa nie wpływają na odczuwanie bólu

W tym momencie AŁAAA, to takie słodkie przekleństwo, nawet postronny nie pomyśli, że o coś złego ci w tym krzyku chodziło. Czyli powinno zadziałać jako znieczulenie.

Swoja drogą – ciekawe pytanie. Rzeczywiście w chwilach niespodziewanego bólu, upuszczenia na podłogę czegoś co się stłukło, czy w innej chwili zawodu większości ludzi wyrywa się z ust niecenzuralne słowo, będące najczęściej włoskim odpowiednikiem terminu “zakręt”.
Moim zdaniem, może być to uwarunkowane uwolnieniem emocji i puszczeniem hamulców w takim krotochwilnym momencie. Coś, co nie przejdzie nam przez usta w normalnej sytuacji (no, powiedzmy nie u wszystkich) w takiej chwili wyrywa sie nam na zasadzie kontrastu usprawiedliwionego doznana szkodą.

Krótkochwilny moment.
Cudo. Trochę cudaczne, ale jednak cudo.
Idealnie nadawałoby się do tematu o oksymoronach oczywistych.
:distorted_face:

To raczej pleonazm. Można pójść jeszcze dalej: “krótkochwilny moment czasu” :slight_smile:

Na co dzień staramy się żyć grzecznie , być miłymi. Ale w chwili stresu puszczają hamulce.
Jeśli ktoś nie rozumie przekleństw prawdopodobnie nigdy nie pracował na dziale handlowym.
U mnie w firmie drobne śliczne dziewczynki przed rozmową albo po rozmowie z klientem potrafią wiązankę puścić…

No ja np. strasznie klne i mi wstyd za to :frowning: ale tak mi sie zrobilo w ostatnich latach.

Lepiej nie zatrzymywać w sobie emocji.

Z bólu to nieeee… :laughing:
Ból spycha mnie do narożnika…No,może tam sobie coś warknę z bezsilności…
Natomiast klnę jak szewc w konfrontacji z tzw.“złośliwością rzeczy martwych” :wink:
I dodam że każda konfrontacja ze złośliwością i PRZEKORĄ żywej masy ludzkiej,budzi we mnie taką złość że choćbym chciał inaczej,i tak poleci wiącha :angry:
Dlaczego?
Bo tego nie cierpię!!!
Oczywiście to nie jest odpowiedz na pytanie,dlaczego to sprawia ulgę…
Chyba…nie wiem :innocent:
Klnę już ok.58 lat :grin:
Niestety,z tego doświadczenia nic nie wynika.Może jedynie to że potrafię się dzisiaj,w większości przypadków,opanować.

Jestem tego samego zdania.
Zawsze lepiej posłać jakąś coorvę pod sufit i sobie ulżyć, niż z powodu nagromadzonej złości,zrobić coś głupiego.I złego.