Tutaj z albumu White Limozeen,z 1989 roku.
Właśnie taka,piosenka na pożegnanie…
Moje pierwsze spotkanie z Dolly Parton to chyba rok 1971.I nie była to"Jolene" a piosenka w sumie dosyć podobna czyli “Joshua”…
Coś wtedy drgnęło w moim odbieraniu piosenek…Nie tylko coraz ciekawsze albumy country czy od czasu do czasu,świetni piosenkarze w Sopocie…Czekałem cierpliwie aż wreszcie “skapnie” mi magnetofon by móc nagrywać i słuchać.I wgryzać się…
Dolly miała swój wkład.Ten czysty,nie do podrobienia głos potrafił nagle zaskoczyć chrypą czy wręcz rockową dynamiką…
Podziwiałem jej siłę.Te wszystkie piosenki o byciu razem czy o powrotach do domu [w Ameryce jest dokąd odjeżdżać i skąd wracać…] ocierające sie często o folk,rzadziej o rocka czy pop,stały w jakiejś sprzeczności z jej wizerunkiem do którego nie przywykłem nigdy…
I taki paradoks…Człowiek sie zachwyci,słucha [jak dzisiaj] godzinami a spojrzeć w jej stronę czasem strach…
Ameryka…Jedna wielka sprzeczność…
W kolejnych latach znacznie bardziej polubiłem Johnny Casha czy Emmylou Harris.Osobna historia to Patsy Cline,Faron Young,Glenn Campbell czy Loretta Lynn…Ale Dolly i jej aktywność,jej oryginalne brzmienia i głos…Raz usłyszane zostają w człowieku na bardzo dlugo.I te niebanalne melodie…
He’s Alive…Z tej samej płyty"White Limouseen"
Tak,Dolly w tym całym blichtrze otaczającego ja świata,zachowała swą religijność.Od 1971 roku,motywy biblijne lub piosenki nawiązujące do wiary,powracały na większości płyt…
Gdzieś to było W NIEJ a nie na sprzedaż.
Bardzo to dzisiaj wydaje się piękne…
Tutaj z albumu z 2001 roku"Little Sparrow"
Dolly jaką lubiłem i lubię najbardziej…
Ta płyta to raczej ten niepowtarzalny amerykański folk.
Dziewczyna w wiejskich krajobrazach,zwyczajna,pozbawiona tynku i cekinów.I tylko głos oraz nie dające się odmienić włosy,przypominały któż to taki…
Był też i inny motyw który kiedyś mnie zachwycił.Filmowy.
“Steel Magnolias” czyli sztandarowa pozycja “kina kobiecego” w reżyserii Herberta Rossa.Film wypełniony gwiazdami po same brzegi [Dolly,Julia Roberts,Sam Shepard,Tom Skerritt,Olympia Dukakis,Sally Field,Daryl Hannah,Shirley McLaine…].Ufff…A był tam jeszcze Dylan McDermott…
Pełna uroku komedia,ni to romantyczna,ni to odrobinę pomyłek…Rzecz niby błaha a ogląda się tak że czas nie istnieje…
Dolly nigdy nie zajmowała w moich"rankingach"jakiejś nadzwyczajnie wiodącej pozycji.W latach 80-tych właściwie troche o niej zapomniałem..Po prostu był to czas innych fascynacji,podobnie jak w kolejnej dekadzie.
Niemniej bliżej lub dalej…Zawsze była obecna a każde pojawienie się w tv,zatrzymywało natychmiast w miejscu…
Dzisiaj,aby zbyt smutno nie bylo na koniec,klasyk
Seven Bridges Road,Steve’a Younga w aranżacji bluegrassowej…