Dzień dobry w Dniu Elvisa Presleya

z okazji rocznicy jego urodzin. Ale mamy tez rocznicę urodzin:

  • Stephena Hawkinga, dla mnie dużo ważniejsza. Wlanie czytam (studiuję) jego kolejną książkę)
  • Davida Bowie
    inne mniej ważne?
  • Dzień Kobiet w Grecji
  • Dzień Pisania na Maszynie
  • Dzień Kąpieli z Pianą

obraz

Elvis i Hawking. Bez pierwszego trudno sobie wyobrazić muzykę. Bez drugiego naukę.

Presley czy Bowie?
@collins02 jestem w kropce, tego drugiego bez pierwszego by nie bylo, ale jakbym miała wybierac to jednak Bowie…

Oczywiscie ze Bowie.
Nieporownywalnie ciekawszy i znacznie bardziej progresywny dorobek.Bowie wyprzedzal niemal kazdą mode czy trend o przynajmniej 2-3 lata.“Zwolnil” nieco w latach 80-tych ale to juz niczego nie zmienialo…
Presley tak na serio,moze byc traktowany do mniej wiecej 1962 roku czyli do wyjscia z wojska i jeszcze troszke.Potem az do konca zycia nagral praktycznie jedna,dzisiaj prawie niedostepną plyte z bluesem i rnb rodem z Memphis…Reszta to sciezki dzwiekowe z malo ciekawych lub wrecz glupich filmow lub albumy koncertowe z Las Vegas.
Zakonczyl sie wplyw na cokolwiek,pozostala dość chwytliwa legenda.Najwieksza bzdura pozostaje nazywanie go “krolem” rock and rolla.Na krola popu czy pieśni a’la Sinatra.moznaby sie jeszcze zgodzic ale rocka and roll skonczyl sie wraz z albumem,świetnym zresztą,“Elvis Is Back” czyli w 1961.

To może i ja kogoś “zaproponuję”:
Kornel Makuszyński (ur. 8 stycznia [1884]
i jego niezapomniane dzieła:
"Menu nasze obiadowe w jednej z pierwszych restauracji miasta, gdzie nam, Bóg wiedzieć raczy dlaczego, udzielano jeszcze kredytu, składało się z talerza ciepłej wody, pachnącej ścierką do zmywania talerzy, na wodzie zaś tej, jak złote medale za waleczność jedzącego, pływały trzy albo cztery łojowe oka. Drugie danie stanowił stary kalosz (…) pływający w sosie przyprawionym przez trzy czarownice z “Mackbeta”, w sosie ciągnącym się tragicznie jak nasze życie, kleistym jak małżeństwo, żółtym jak zawiść, zawiesistym jak żydowski chałat. Deseru nie używaliśmy, uznając go za wymysł arystokracji*.
Kto zgadnie z jakiego to dzieła?

Już wiem, ale tylko dlatego, że sprawdziłam, więc nie powiem :wink: Może ktoś wie bez sprawdzania.

Panna z mokrą głową?
Nie jestem mocny w jego temacie :wink:

Nie, sprawdzilam przy duzym udziale wujaszka google - nie czytalam, moze ktos czytal i bedzie pamietal? Taki wlasciciel sfilcowanego tygrysa na przyklad.

Ja tylko strzelilem bo mi cos sie skojarzylo…Nie bralem do reki od chyba 40 lat albo i wiecej…

Ja tego nie czytałam. Znalazłam w google wpisując część cytatu. Czekamy, aż znajdzie się ktoś, kto to wie tak sam z siebie :wink:

Ostatnie co czytalam to Szatana z VII klasy, ale to bylo jeszcze w podstawowce. Ale w tamtej ksiazce karmiono dobrze. :grinning:

Adaś z tej książki przez długi czas był moim idolem :blush:

No jesli Adaś to tylko Szatan z 7 klasy :innocent:

No tak, ale ja właśnie o nim piszę. Z tym, że Pelagia pyta o inna książkę. O taką, której nie czytałam i w której nie ma Adasia :cry:

Collins też muszę sporo “doczytać” z jego twórczości
i coraz częściej zastanawiam się,
czego nas uczono w szkole na lekcjach polskiego…
image

Joko-też jeszcze NIE CZYTAŁAM… :rofl:

To nawet nie czytaj, bo jak w niej nie ma Adasia, to nie warto! :blush:

@Devil
Przyznaje ci racje i ramke

Perły i wieprze?

Tak!!! Brawo!!! :trophy: