Inne spojrzenie na zakochanie

Zwykle mówi się o zakochaniu/miłości od pierwszego wejrzenia
a
Co myślicie o dwóch innych spojrzeniach na zakochanie?

Pierwsze to, że zakochanie to proces, a więc właściwie zakochiwanie się (z czasem)
Drugie to, o którym mówi Salvador Dali w swoim pamiętniku O swojej żonie) "musiałem Cię kochać zanim się poznaliśmy"

Jakkolwiek myśl Dalego,musialbym sobie jakoś"opanować" to jednak jestem najzupełniej pewien ze nigdy nie zakochiwałem się w efekcie jakiegoś żmudnego procesu.To całkowicie niezgodne z moja wewnętrzną konstrukcja :innocent:

Ok, sprawdzam tylko różne punkty widzenia.

z niczyja. jak nie ma “iskry bozej” to sobie daruj…

Ale to ujecie Dalego,bardzo mi się podoba!

Jak chodzisz z kimś do klasy przez 4 lata to może i taka historia zaistnieć.

zdarzają się i pary “od piaskownicy” - ale nie sadze, żeby gdzieś na początku nie było choćby odrobiny sympatii - a potem już się tłuściutki amorek zakrzątnął. i trafił.

Oczywiscie.Akurat znałem takich długodystansowców.Jedna para razem od zawsze, druga z wieloma przerwami…Ten drugi przypadek był mi znacznie bliższy ale i tak,nie pasował do mojego cv :wink:

“iskra Boża” to pojęcie względne - jak fizyka kwantowa.

Zakochanie musi być nagłe szaleńcze i otumaniające lecz są podobno i inne przypadki.

Samo zakochanie się jest przypadkiem nieuleczalnem. Ale do czasu. Czas leczy ten przypadek.
Albowiem miłość jest światłem w naszem życiu, a małżeństwo, rachunkiem za to światło… :stuck_out_tongue_winking_eye: