Jakie miejsce pierwsze przychodzi ci do głowy, gdy myślisz o dzieciństwie?

Jakie jest również twoje pierwsze wspomnienie związane z tym miejscem? Rozkręcenie karuzeli do tego stopnia, że kolega aż prawie wyleciał. Tzn. krzyż miał na rurze, a zapierał się nogami o siedzenie. No i tak się kręcił z latającymi przez prędkość rękoma. . . Siostra kolegi zareagowała i zatrzymała karuzelę, a koledze nic się nie stało. Był to dzień, w którym poznałem nowego sąsiada, czyli właśnie kolegę z karuzeli. . . :0

Nasze boisko.
Niby należało do II LO ale w praktyce to my tam graliśmy.Niemal każdego dnia.
No. 2 to poznańskie kino Olimpia.Mieszkałem obok i w tym kinie zdobywałem pierwsze szlify kinomana..I tak było…Raz w lewo,raz w prawo :smiley:
Jak śpiewał kiedyś Kukiz [AYA RL] moja ulica była w centrum miasta…
Ale zaraz po dzieciństwie,tak powiedzmy w 5-6 klasie podstawówki [wtedy ewidentnie termin "dzieciństwo"oznaczał coś innego niż dzisiaj] takim miejsce było coś pomiędzy.Poddasze mojej koleżanki z klasy gdzie jej skłóceni rodzice nigdy nie zaglądali…
To bardzo długa historia.Zostawmy to.

Ho ho ho. Teraz nie mam dużo czasu, wspomnę tylko, że do pierwszej klasy podstawówki poszedłem z ręką w gipsie bo dzień wcześniej spadłem z trzepaka. Czyli podwórko przyszło mi do głowy.

Byłem wyjątkowo nudnym gówniakiem. Ledwo nauczyłem się chodzić, a już opanowałem szachy i wszędzie nosiłem ze sobą szachownicę jak jakiś mały, pretensjonalny dziwak, próbowałem wciągnąć do gry każdego, kto nie zdążył się schować. Na kompie miałem zainstalowaną dosłownie jedną grę - oczywiście szachy. Dlatego to dzisiaj szachy są moim najmocniejszym, lekko żenującym skojarzeniem z dzieciństwem :slightly_smiling_face:

Królu złoty!!!
Wiedziałem że musi być jakieś drugie dno.
No i jest.
Ja w dzieciństwie,gdy nie grałem w piłkę lub nie wzdychałem do Ali czy Kasi,grałem w szachy wraz z dziadkiem mojego przyjaciela.Ów dziadek miał dla nas anielską cierpliwość ale dzięki temu,mimo iż gram przeciętnie,nigdy i nigdzie nie muszę się wstydzić.
Dlaczego więc żenującym?
Bo brak innych doznań?
Ciesz się że nie masz 8-12 lat.Gniłbyś w pokoju przed kompem,nie wiedząc o bożym świecie.Ty przynajmniej miałeś pożyteczną pasję!

Z szachów wyrosłem zaskakująco wcześnie, jakoś na początku podstawówki przestały mnie bawić i uznałem je za rozrywkę dla nudnych dzieci. Na ich miejsce błyskawicznie pojawiły się znacznie bardziej twórcze formy spędzania czasu z ekipą. W szczególności z podnieceniem wyczekiwaliśmy grudnia, bo wtedy po dzielnicy chodzili księża po kolędzie, a my organizowaliśmy im regularne, starannie zaplanowane zasadzki. Oprócz tego była oczywiście piłka, były dziewczyny, i był boks i judo też było. Typowy, zdrowy rozwój emocjonalny :slightly_smiling_face:

Rozumiem :roll_eyes:
Ale szkoda mi troche że się pomyliłem…
Po prostu nie mam z kim grać a nie lubię grać z kimś kogo nie dosyć że nie widzę to nawet nie znam.Cosik z pokerzysty chyba
“Twórcze formy” :laughing:

Grałem tak często w dzieciństwie, że szachy mnie po prostu znudziły :slightly_smiling_face:

W pokera też grałem i też głównie w dzieciństwie :slightly_smiling_face: