Hulajnogą swoją najczęsciej, a od wielkiego dzwonu tramwajem/autobusem (zwykle gdy jadę gdzieś z kimś kto nie jest zmotoryzowany/nie jest fanem hulajnogi lub roweru). Na nogach to czasem spacerki wokół Zalewu w mojej okolicy się robiło gdy chciałam kroków ponabijać na zegarek lub gdy już hulajnoga wymagała ładowania a dystans nie był duży i miałam czas, jak ostatnio ok 2-3 km do jednego sklepu
Autobus, bo tak się złożyło, że przystanek mam po drodze i jedzie pod sam korpopol. Skoro za darmo, to głupio nie skorzystać, niech się płacenie podatków choć troche zwróci.
Do pracy i z - pociąg lub autobus.
Wlasnie niedawno “odkrylam” linię “komunikacji wiejskiej” - od niedawna ustanowiona obok komunikacji podmiejskiej. I - nie dosc ze przyjezdza niemal pod moją pracę to jeszcze jest ,a darmo.
W czasie wolnym - albo rower, albo samochod - z osobistum kierowcą.