Klaus Schulze płyta "Cyborg"

Przesłuchana

Ciekawy jestem czy ktoś ma coś o niej do powiedzenia

@collins02 możesz coś powiedzieć o tej płycie?

Na tę chwilę,nie.Z 2 powodów.Prawie jej nie pamiętam…Miałem kiedyś winyla w 1979/80 roku ale…Wtedy nauczyłem się tylko unikać"tej nudy" :innocent:
Powód drugi jest ważniejszy.Trwają igrzyska w odsłonie wieczornej a w nich kolejne biegi panczenistów…Musisz poczekać :innocent:Sorry :slightly_smiling_face:

Okej, poczekam.

@collins02 powiesz coś o tej płycie? Jeżeli nie to okej, dam sobie już z nią spokój.

Byłem bardzo ciekaw swojego odbioru,po prawie 30 latach od ostatniego przesłuchania.Świat jednak nie stoi w miejscu a my tym bardziej :wink:
Ten wspaniały rok 1973..
Podwójny album Klausa Schulze z pewnością zawsze należał do najpopularniejszych jego dzieł.Ale w epoce czyli w złotych latach 70-tych,do mnie nie przemawiał.Pozostawał szacunek ale zdecydowanie pozbawiony tego uwielbienia jakim od zawsze darzę Tangerine Dream.
Dzisiaj patrzę na to spokojniej i przychylniej.Mimo iż pewne fragmenty wydają się aż nadto czytelne co do inspiracji,Schulze zaproponował podróż w nieznane.Ale jednak podróż dojrzałą,nie pozbawioną piękna.
4 kompozycje zawarte na albumie,są utrzymane w dosyć podobnym klimacie a jeśli któraś się wyłamuje to ta ze strony 2 albumu.Conphara…
Zresztą strona 2 i 3 dzisiaj spodobały mi się najbardziej.
Wszystkie organowe fragmenty,najczęściej pod koniec utworów,przypominają “Saurcerful Of Secrets”,Pink Floyd i to był chyba początek tych zaczerpnięć.
Natomiast zaskoczyło mnie coś czego kiedyś nie dostrzegałem.W przynajmniej kilku fragmentach widać wyraznie,z czego czerpał lata pózniej J.M.Jarre.Szczególnie na stronie pierwszej [ Synphara ] pełno jest tego pozorujacego chaos,“elektronicznego” ćwierkania.
Dzisiaj brzmi to troche naiwnie no ale jesteśmy ponad 50 lat pózniej i coraz mniejsza liczba fanów,kojarzy tamte odczucia,z 1973 roku
Nie jest to muzyka na każdą okazję,nie jest też dla każdego.W dużej mierze pozostała jednak intrygująca.Taka trochę bez początku i końca.I to że ilustracyjna,rozumie sie samo przez się.
Schulze pozostał twórcą który nie schlebiał byle czym,odbiorcom których rajcowały jakieś sztuczki,“bzyki” czy inne"szumy".Ba! Dosyć oszczędnie gospodarował dostępnymi środkami tworząc atmosferę"nie z tej Ziemi" ale jednocześnie atrakcyjną,pełną uroku którego zazwyczaj pozbawione są albumy eksperymentalne czy awangardowe.
W skali 0-5,daję bardzo mocne -4.Za pierwszą stronę,jedynie 3+

Dzięki, o taką wypowiedź właśnie mi chodziło.

Nigdy nie byłem jakimś eksperterm od tej wczesnej elektroniki.Ocena odmienna po latach,nie powinna zaskakiwać bo akurat w tym rodzaju muzyki,zmieniło się wszystko i przez kolejne lata można było to we względnym spokoju obserwować bo…
Bo ten rodzaj muzyki nigdy nie skupiał jakichś"rewolucjonistów" czy burzycieli drobnomieszczańskiego spokoju :wink:
Owszem…Był czas gdy pod bełkotliwym hasłem"new age",upychało się niemal każdy dzwięk który nie pochodził z tradycyjnego instrumentarium…Czy jednak tkwiła w tym jakaś większa wartość?
Sam sobie odpowiedz,słuchając np. Carla Jenkinsa,byłego muzyka znakomitej formacji Soft Machine…
Są jeszcze tacy wykonawcy jak Kitaro czy Isao Tomita,za moich czasów zwany"inżynierem" :slightly_smiling_face:
Kitaro to raczej taki elektroniczny pop z paroma wzlotami w stylu muzyki do filmu dokumentalnego"Jedwabny szlak"
Tomita kombinował z orkiestrą,przerobił Obrazki z wystawy,Musorgskiego i z pewnością był twórcą jak na swe czasy,wyjątkowo oryginalnym.Jednak,przyznam szczerze,jego baśniowość nigdy nie była i dalej nie jest moją…

Taki dodatek do poprzedniej wypowiedzi…
Szwajcarski muzyk,głównie pianista nie stroniący od elektroniki,lubiący wsparcie orkiestry…Pomijając dalekowschodnie akcenty,chyba stosunkowo blisko mu do Kitaro choć oczywiście rozmach orkistrowy czyni wielką różnicę!
Nostalgia,z koncertu na Akropolu…