*klasycznych i tak zwanych kultowych czy też uważanych za klasyki… (Ważnych dla kultury szeroko rozumianej - także popularnej)
Czy nowa wersja dla nowego pokolenia jest potrzebna? Czy nowe interpretacje wnoszą powiew świeżości, odkrywają nowe spojrzenie, podejścia czy są raczej zamachem na świętość? Czy kolejne wersje tego samego utworu są potrzebne czy niekoniecznie?
Zacznijmy od tego, że dzisiejsze adaptacje powstają ku chwale czyjegoś światopoglądu i w jakimś stopniu w celu zadowolenia pewnych grup społecznych. Nikogo nie obchodzi już wizja autora, po prostu bierzemy sobie ten obrazek i maglujemy go na standardy 2026 roku, bo widocznie miniona kultura nie ma już znaczenia.
Ale główną przyczyną partactwa nadal jest fakt, że nowe pokolenie reżyserów i scenarzystów nie ma kwalifikacji do swojej roboty. Ludzie nie mają problemu np. silnymi kobietami czy postaciami innej rasy — mamy problem z beznadziejnie napisanymi postaciami, bez względu na ich rasę, płeć czy orientację. Mamy problem z niespójną akcją, dziurami fabularnymi i wątkami z tak zwanej dupy. Świetnym przykładem jest nowa trylogia Gwiezdnych Wojen. Gdyby Rey była dobrze napisaną postacią, to fani by ją kochali… a że charakterystykę postaci można by zmieścić na samoprzylepnej karteczce, a jej głębie w łyżeczce do herbaty, to jest memem. To samo z fabułą.