Ostatnio zajadam się takim:
Moja żona robi czasem też paprykarz z wędzonych, morskich ryb - trochę bardziej podobny do tego z czasów PRLu ![]()
Kiedyś spróbowałam, ale smak raczej średnio mnie zachwycił. Próby więcej nie powtarzałam.
Z wędzonej ryby czasem (bardzo rzadko ale jednak) Robię smarowidło na chleb. Ryba w drobnych kawałkach + drobniutko pokrojona świeża cebulka + majonez.
Moje wspomnienie z wojska. Porcja paprykarza szczecińskiego, chleb i herbata, taka bywała kolacja.
Na biwakach w młodości: paprykarz, chleb i piwo na śniadanie ![]()
W czasach PRLu to była jedna z niewielu konserw dostępnych w sklepach. Jej smak był dość nietypowy i zmienny w czasie ![]()
Dzisiejsze paprykarze smakują tylko trochę podobnie do tego oryginalnego.
W miarę dobry był kiedyś paprykarz z łososia od Graala bodajże, a ten z leszcza jest świetny, chociaż smak ma inny niż ten z czasów młodości.
Ryż zawarty w paprykarzu eliminuje go z mojego menu.
Szczeciński lubię
Nieśmiało przypomnę, że piwo robi się ze zbóż. Skąd więc ta niechęć do kasz i ryży wystęujacych w innych stanach skupienia?
![]()