Kogoś z mocniej zaznaczonym ego, kogoś lubiącego kierować, kontrolować, kogoś kogo nie da się nie zauważyć…
Chyba dla większości oni sami są dla siebie wystarczającymi dominantami, choć kierowanie i kontrolowanie wymaga większego zaangażowania..
Miałem.Zwariowanego Irlandczyka…
Cóż…Myślę że i tutaj dało się zauważyć że rzadko robię krok wstecz ![]()
A jednak ten irlandzki sarmata wręcz zmuszał do defensywy bo inaczej człowiek by zwariował…Ciągłe"ja",hałas bez przerwy,śmiech czy rechot od którego tynk się sypał…
Z drugiej strony,miał ten człowiek serce na dłoni.Pomagał ZAWSZE! Mnie choćby przy przeprowadzce…
Piliśmy piwo w Hastings jak najlepsi kumple i takoż graliśmy w darta…
Było w tym jednak coś…Trudnego do uchwycenia ale…Zawsze po spotkaniach z Chrisem,wracałem do domu wręcz wyczerpany…
Jak widzę, koleżanka ruszyła na ratowanie forum. ![]()
Chwała Ci @Ajko za to. ![]()
Nie mam nikogo takiego w swym otoczeniu, a dawniej takowe osoby długo ze mną nie przebywały i wolały dominować gdzie indziej nad kimś innym.
Oj nie, to nie chęć ratowania, tylko sprawdzenie, czy jest tu nadal potencjał i ludzie, którzy potrafią pogadać na tematy, które mnie interesują i maja w tych kwestiach coś fajnego do powiedzenia. Może to chęć zaspokojenia moich zachcianek. Ja to lubię :), lubię poznawać ludzi i lubię słuchać, gdy maja coś do powiedzenia.
Ja to już się w swym życiu nagadałem, co zapewne pamiętasz ze Starego Forum. Dziwię się, ze w ogóle ktoś mnie jeszcze czasem chce posłuchać… ![]()
Obecnie to ja jestem alfa. Tak się czuję w towarzystwie ostatnio
Introwertyk alfa
![]()
Mam, męża. Co robię? Odsuwam się od niego.
A on???Co on na to? ![]()
Mojemu się tylko wydaje, że to on dominuje. A nawet skarpetki “kupuje sobie” te, które ja wybiorę, oczywiście chwaląc go za świetny gust, żeby myślał, że to on je wybrał. Zawsze pamiętam o tym, żeby to on podejmował decyzje, które są całkiem nieistotne.
Bo szyja kręci głową. Taaak, w stadłach to szyja jest mądrzejsza i inteligentniejsza. ![]()
Mam. Ignoruję.
Przez lata dostosowywałam się do niego. Teraz trochę wracam do siebie.
Popraw mnie jeśli się mylę ale..Powiało albo chłodem albo rutyna ![]()
Chyba tak. Z czasem bardziej byliśmy obok siebie niż razem.
Nie przejmuj się.
To namiętności są tymczasowe.I opuszczają nas"po angielsku"…
I wtedy do głosu dochodzą inne wartości.Odpowiedzialność,oddanie,poświecenie,wierność…Oczywiście to może przyjść wcześniej lub później…Każdy czy raczej każdy związek,ma swój autonomiczny “zegar”…
Czasem trudno się z tym pogodzić…Jak z przemijaniem.Myślę jednak że jeśli szacunek jest na swoim miejscu,jeśli jedno dla drugiego jest ważne,jest to raczej bardziej naturalna kolej rzeczy niż"zapaść" czy wyschnięcie wzajemności…