Madrid 2026 ciąg dalszy mączki

Otwieram temat, który może się nagle skończyć niczym zimny prysznic. Dlaczego, bo jedyną ostałą w turnieju Polką lub Polakiem jest Iga.

Hubert, Magda i Magda obydwie już wypadły.

Jest 3 runda.

Jest 7-6 dla Amerykanki Ann Li. Iga na razie oglądam ją od 6-5, gra na zbyt dużym luzie, i trochę inaczej, stara się jednak grać na wymiany, a nie na pierwszą wygraną uderzeniem piłkę.

Wysilam się i oglądam dalej 2 seta zaraz. No bo skoro ten temat uruchomiłem…

Jeśli by przegrała teraz, to trochę wbrew temu, na co ją stać, zwykle dochodzi do 1/4 finałów, a teraz jest 1/16.

1-0 w 2secie, Iga od przełamania zaczyna seta, nieźle.

2-0 :slight_smile: 3-0 przełamywanie trwa dalej. Trochę błędów też robi Li. 4-0 :slight_smile: dobra passa trwa dalej. 4-1, Amerykanka wraca do gry… 5-1 dla Igi. Teraz serwuje Amerykanka. 5-2. Set nie może uciec Idze, ma dwie gemy breaki zdobyte. Można tylko dyskutować jak to będzie teraz w 3 secie. Iga pokazała kilka dobrych returnów i powrotów z mega mocnym uderzeniem z forehandu, po których nie było co zbierać.

6-2 w 2secie tym razem dla Igi. Zobaczymy jak to będzie w 3secie.

Gra jest taka trochę mieszana, w tym secie dużo było mocnych trafień, po których Amerykanka mogła pomarzyć o dobiegnięciu. Poza tym, ten luz, a może on się bierze z tego, że tam trochę gorąco pogada w tej chwili jest. No i coś mi śmiesznego przyszło do głowy jak patrzyłem na Igę, ona kogoś wyraźnie chwilami przedrzeźniała, i to mi przypominało trochę Rybakinę, ni to ten luz, ni to takie luźne kiwanie rakietą, etc. Ryba wcielona… heh.

2-0 dla Amerykanki w 3secie, a Iga wzięła przerwę medyczną. Nie wiadomo co się u niej dzieje. 3-0 nie dla Igi… Chyba jednak chora jest.

KONIEC, ale przyczyny chyba są bardziej zdrowotne.

Jednym słowem nie ma co komentować. Takie życie.

I tym sposobem mamy już Madryt z głowy.Wyjątkowo nieudany turniej dla Polski.
Oglądałem Ige w pierwszym secie i nie widzę ŻADNYCH zmian na lepsze.
Nie chodzi o grę bo co jeszcze może wymyślić kilkukrotna triumfatorka turniejów Wielkiego Szlema…Chodzi o postawę i oczywiście o głowę…
Obserwujemy ciąg dalszy depresji,mentalnej niemocy i zaczynam dochodzić do wniosku podobnego jak jeden z nielicznych"opiniodawców" który nie powinien skończyć na policyjnym dołku…Ów powiedział że [cytuje tak troche z pamięci] jak nie spalisz kilku skrętów i nie zabalujesz przynajmniej raz,to widząc to co się dzieje,zwariujesz!
Przewrotne i ryzykowne ale…Kto wie czy w tym szaleństwie nie ma metody…

Co nie zmienia postaci rzeczy.Iga i tak na tle reszty,długo utrzymywała swe zdrowie “w pionie”.
Smutny obraz bo jakkolwiek ten mecz by się normalnie nie skończył,był bardzo słaby.Widziałem pierwszego seta i 3 gemy drugiego…I nie sądzę by w tym czasie którego nie widziałem,działy się jakieś cuda…
Chinka,przepraszam,Amerykanka,to bardzo przeciętna zawodniczka.Tyle że waleczna i jak zwykle z tymi Azjatkami,czasem nie do zdarcia w obronie.
Iga z najlepszych czasów,powinna z nią pojechać na 6:2;6:1

To nie była mączka tylko mąka, przepraszam - męka!

Niestety w pojmowaniu tego co się z Igą dzieje,jesteśmy ofiarami pseudodziennikarstwa,skazanego na pisanie.Nie ważne o czym,nie ważne czy z sensem…Byle szybko i byle"emocjonalnie"
A tu,jak na złość,potrzeba spokoju.Wręcz ciszy.
Troski i wsparcia,na co polskiego kibica nie stać…
Polski kibic jest agresywny zawsze wtedy gdy widzi że komuś się wiedzie lepiej.Gdy ktoś coś wywalczył,zdobył,kogoś pokonał…CHAM zawsze znajdzie furtkę dla swej zawiści.W dobie internetu,to akurat,nigdy się nie ukryje.

Zle się dzieje w Madrycie, jakiś wirus szaleje, tym razem gnębi Coco w pojedynku z Cirstea.

Coco,przynajmniej jak dotąd,i tak była bez formy…

Podglądam troche Sinnera z Mollerem…Niestety nie mam transmisji z meczu Kostiuk z Pegulą…A szkoda bo Kostiuk Jessicę ROZNIOSŁA w pierwszym secie,do jednego.
W przerwie między gemami,był tyci skrót paru zagrań ale trudno orzekać czy Kostiuk gra wspaniale czy Pegula jest w kryzysie…W każdym razie wynik mocno zaskakuje.

Kostiuk-Pegula 6:1;6:4…Nie takie cuda świat widział ale…Mimo wszystko jestem zaskoczony.

Coco bez wirusa,po prostu przegrała z Noskowa.To żaden wstyd przegrać z niekiedy znakomita Czeszka ale…Coco tego sezonu do udanych na razie zaliczyć nie może…

Coco wymiotowała w przerwie między gemami i korzystała z pomocy medycznej. To, że nie ma formy to jedno, ale wirus ja dopadł, tak jak jeszcze 4 tenisistki i dwóch tenisistów. Wszyscy mieli podobne objawy.

Tak…Tylko dlaczego zawsze tylko jedna z zawodniczek czy jeden z panów,choruje?Nie chcę tu tworzyć teorii spiskowej ale wirusy,podobnie jak pogoda,nie kombinują “selektywnie”

Mączka w Sardyni się odbywa, turniej Challengera 175, w którym Hurkacz wygrał z Berretinim w ćwierćfinale. Tak się zastanawiam, co on tam szukał…

Oglądam powtórkę całego 3seta, Hurkacz jednego gema do przodu, no ale, ich gra, jest taka sobie, Berretini to 100 w rankingu, a Hurkacz to 50, obydwoje około 30 lat. No i takie pytanie mi się naswuwa, czy Hurkacz jeszcze wróci do czołówki.

No jak to czego?
Punktów do rankingu.Zresztą podobnie jak Włoch.

Kawa w Chinach [WTA-125] jest już w półfinale.Wygrała 3 mecze [czyli więcej niż przez cały sezon] i piszą że jest szansa na poprawienie rankingu o 15 miejsc…
Też dobrze!
Tylko szkoda że nigdzie nawet śladu transmisji…

A K.Kawa już w finale chińskiego WTA-125.
Przejechała się po faworytce gospodarzy 6:4;6:1
Jaka szkoda że tego nie transmitują…Rok temu analogiczny turniej z Kolumbii można było wyłapać bez trudu…

Noskova,Pegula a w finale Andriejewa…Niezłe skalpy!!!
Wielkie BRAWA na stojąco dla Marty Kostiuk!
Madryt wzięty!
To jedna z…najcierpliwszych zawodniczek jakie widziałem.Nie zawsze wszystko gra ale z pomocą niemal niezawodnego serwisu,Marta jest w stanie wygrać z każdym.
Ani to wariatka,ani babski czołg…
Życzę jej wszystkiego najlepszego bo jej tenis powoli,może nawet mozolnie ale nabiera kształtu! Bardzo mi się to podobało…Bez wielkich słów i zbytecznej egzaltacji ale jej spokój,cierpliwość wręcz"benedyktyńska"…To musi imponować.No i przyniosło wreszcie bardzo wymierny efekt.

I jest Hubert w finale.
Pokonał Argentyńczyka Burruchuagę w 3 setach…
Po to są takie turnieje aby nabrać rozpędu a przy okazji zarobić.Nie kasę bo ta i tak płynie…PUNKTY!

No i JEEEST!!!
Mamy to!
Chińskie Huzhou [gdziekolwiek to jest…] .W finala Katarzyna Kawa rozbija faworyzowaną Słowenkę Vernikę Erjavec 6:0;6:4
Słowenka była notowana w top-100.Polka o jakieś 70 miejsc niżej…Teraz nieznacznie się to zmieni…

No i wychodzi na to że Kawa grać potrafi!
Nie był to jakiś wyjątkowy turniej ale kilka niezłych zawodniczek startowało.A nasza tenisistka jakby przerastała je o klasę.Mimo iż notowana wcale nie najwyżej…
Czyli co…Znowu kłania się GŁOWA?!
Może wreszcie Kawa uwierzy w swe możliwości.Nie widziałem jej od ponad roku ale tamten,kolumbijski turniej pamiętam dobrze.Wraz z Kasią w finale…
Cóż…Lepiej pózno niż wcale!!!
BRAWO!!!

Sezon mączki trwa w najlepsze. Tym razem RZYM 1000.

Oczywiście jak zwykle wszyscy z Polski już skończyli grę poza Igą, która w tej chwili męczy się się a Amerykanką McNally. Jest 1-1 w setach. Mcnalli regularnie w 2 secie wracała do meczu, i doprowadzała do przewag, co zaprocentowało w tie breaku jej wygraną. No a Iga, jak to Iga, czyli jak zwykle. Trochę nie chce mi się wierzyć, żeby miała zreztygnować z gry w 3secie… Natomiast Amerykanka niby przeciętna, ale jej umiejętność do utrzymywanie długich wymian w grze. Większość 2seta obejrzałem, i no cóś, trzeba mieć nadzieję w Igę. Przebudzenie jej wewnętrznego smoka, bo tego jej zasadniczo ostatnio brakuje.