Maryla....Jak tysiące opinii i wspomnień

No i przełamałem się…

Płyta Rodowicz z 1976 roku…Może wciąż wolałem poprzedniczkę czyli album"Rok" ale…Tutaj dopiero działy się sprawy których wcześniej nie było…
Jan Ptaszyn Wróblewski jako kompozytor i aranżer,Studio Jazzowe Polskiego Radia,Wojciech Karolak i jego organy Hammonda…I jeszcze Seweryn ze swoim liryzmem…
A nad tym bogactwem unosi się geniusz Agnieszki Osieckiej.Lirycznej,tym razem nawet dowcipnej i…nie dającej się zatrzymać w swym"uciekaniu" od siermiężnej otaczającej nas rzeczywistości…

I jeszcze te niesamowite klawisze Jacka Mikuły…W takim"Lubię nas",klasa światowa!
A Maryla?
Wtedy nie potrafiłem tego docenić…Wydawało mi się że ten kompozycyjny konserwatyzm drepcze w miejscu,obrażony na resztę świata…
Cóż…Róbmy swoje,jak powiedział W.Młynarski…I na szczęście robili…Maryla,Mikuła,Ptaszyn…Agnieszka przede wszystkim…
I dzisiaj to odkrywam na nowo.Maryla potrafiła się stylistycznie wstrzelić w lata 70-te niemal bezboleśnie.Potrafiła zaśpiewać wszystko [ Dom na jednej nodze ]

I chyba tylko jeden zgrzyt..
Oglądam tę płytę.Od spodu,wnętrza…Czytam fajny tekst opisujący tamte czasy…
Ale NIC o dziewczynach które tworzyły z Marylą ten swingowo dekadencki obraz na rzecz czegoś czego jeszcze nie było…Czyli pózniejszego video klipu :thinking:
Szkoda..Nie wiem czyja to wina ale…Nieładnie.

Mam coś do powiedzenia o Maryli Rodowicz. Osobiście jej nie poznałem, ale mój szkolny kolega, z którym do dziś mam kontakt miał okazję z nią mieć relacje zawodowe. Ale zanim do nich przejdę to bez wstydu się przyznam, że bardzo lubiłem jej śpiewanie. Oprócz talentu pełny profesjonalizm, fantastyczne jak dla mnie teksty i ten sceniczny urok. Oprawa muzyczna do tego typu śpiewania na najwyższym poziomie.
To była królowa życia w tamtym czasie. Najpierw głośny romans z Olbrychskim, którego zostawia dla czerwonego barona Andrzeja Jaroszewicza, ówczesnego socjalistycznego playboya, bawiącego się w rajdy samochodowe w blasku Sobiesława Zasady. Jaroszewicz jako syn “wiecznego” premiera był absolutnie nietykalny w tamtym czasie. Ale naród wybaczał Maryli ten związek. Zresztą wolano syna od ojca.
A ten mój wspomniany kolega był gitarowym talentem ze słuchem absolutnym i mocnym basowo barytonowym naturalnym głosem.
Przed samą maturą wyrzucono go z ogólniaka za niesubordynację i poglądy. I wtedy na jakimś zlocie muzycznym latem, wypatrzył go Tadeusz Woźniak i zaproponował Maćkowi, żeby mu akompaniował na gitarze podczas tourne po kraju. Oni się zaprzyjaźnili, Woźniak później przyjeżdżał do Słupska oprawiać muzycznie amatorski Teatr Rondo, do którego należał również i mój brat. Ale ja nie o tym.
W następnym roku, Maryli zachorował jeden z jej gitarzystów przed samymi występami w NRD i Czechosłowacji. I I wtedy Woźniak jej zaproponował właśnie Maćka. Zrobiono próbę i Maryla zaakceptowała ten wybór.
Niestety, jak opowiadał mi Maciek, współpraca z Rodowicz była fatalna. To nie była ta Marylka z estrady. Miała niesamowite poczucie wyższości, powiedzieć, że traktowała swe otoczenie z góry, to nic nie powiedzieć. Ona traktowała wszystkich jak szmaty. Uważała się za pępek świata, wszyscy mieli jej służyć, najlepiej za darmo. Skąpa była niemożebnie ale nie żałowała kasy na swoje wybryki. Dla swojego zespołu i sztabu miała pogardliwy stosunek.
Maciek wytrzymał zgodnie z umową te wyjazdy i z własnej woli nie podjął dalszej współpracy mimo, że ona go chciała go trzymać w rezerwowym zastępstwie, gdyby któryś z jej gitarzystów znów zaniemógł.
To tak mniej więcej tyle co mogę napisać o Maryli Rodowicz.

Słyszałem o tym od znajomych,hotelowych kelnerów.I jeśli to prawda [ a wszystko na to wskazuje…Nawet pośrednio ten brak info na płycie…] to co 3-4 artysta ma swoje za uszami…Ostatnio trafiłem na takie wynurzenia o Wilhelmim…
Tylko…Jakoś nikogo nie wywaliła,nie było żadnego skandalu z"rzucaniem pracy"a z Osiecką czy z Krajewskim potrafiła współpracować przez całe życie.W tamtych latach,także i owocnie i bezboleśnie,z Jackiem Mikułą…I w takich wypadkach zawsze wychodzi mi na to że dla nich"szmatą" zapewne nie była…
Co do gitarzystów akurat…
Byłem ok. 20 lat temu na jakimś koncercie nad Wartą…W miejcu"jej gitarzystów"sprzed lat,stał jeden.Długowłosy chudzielec z gibsonem w rękach.Facet byl technicznie i brzmieniowo niesamowity!!! I nagle okazało się że nawet na durnym festynie można być profesjonalistą.I że można dzwiękowców postawić do pionu choć to zawsze oni wszystko wiedzą najlepiej,o czym czasem przekonywałem się w radiu…
W sumie,mało mnie obchodzi jaka ona była prywatnie.
Jako odbiorca jej muzyki zwracam uwagę na to co przychodzi mi kupić.I w przypadku Maryli zawsze zaskakiwał mnie ten poziom.Nawet wtedy,SZCZEGÓLNIE wtedy gdy repertuarowo mnie irytowała lub nudziła…
Może więc trzeba być trochę tyranem?U nas zapewne czasem jest to niezbędne…

Informacje od Maćka o Maryli miałem stosunkowo późno, jakoś tak początku tego wieku kiedy skończył klezmerowanie na amerykańskich statkach pasażerskich. Prawdopodobnie opisałeś jego osobę, gdybym miał więcej szczegółów, to mógłbym go o to zapytać gdyż jestem z nim w kontakcie.
Jeżeli chodzi o mój stosunek do twórczości Rodowicz, to on jest niezmienny, nadal bardzo lubię jej słuchać. Mam na myśli to co śpiewała w latach 70 do końca 80 i trochę 90. W latach 70 i 80 była odskocznią od muzyki, przed którą leżałem plackiem czyli światowego rocka. W tamtych czasach wyżej ceniłem od Marylki, Halinę Frąckowiak, w której byłem wręcz zakochany. :smiling_face_with_sunglasses:

W tamtych czasach media nie żywiły się plotkami z życia sławnych ludzi, czy to artystów, czy sportowców. W socjalizmie artyści nie mogli być skandalistami, to dotyczyło tylko zgniłego zachodu. :joy: Socjalistyczni znani mieli być wzorem dla ludu pracującego wsi i miast. Oczywiście, brak nagłaśniania lub tuszowanie różnych wybryków nie powstrzymywało plotek wśród ludu, jedne z nich bywały wymyślone, inne były zniekształconą prawdą, jak to z pogłoskami i plotkami bywa. Ukryć szalonych rajdów po Warszawie pędzącym Porsche nie dało się. Marylka miała dodatkowy parasol ochronny w postaci Jaroszewiczów. Była bezkarna i nietykalna, a kiedy szalała swoim Porsche po Alejach Ujazdowskich np, to MO miało obowiązek ją asekurować, ale broń Boże nie interweniować.

Będąc pupilką władz ówczesnych miała duży wpływ na otaczających ją ludzi. Ktoś kto już się wybił muzycznie i z nią współpracował, to starał się jak mógł, żeby jej nie podpaść, bo to mogło oznaczać koniec kariery. I tak się zdarzało, że niektóre kariery się nagle kończyły, a inne wystrzeliwały. Nie ona jedna taka była w tym socjalistycznym światku artystycznym.
To wszystko nie umniejszało jej talentu i nie miało wpływu na jej twórczość estradową pod względem jakości. No i teksty jej piosenek. Agnieszka Osiecka jest dla mnie jedną z najlepszych polskich poetek współczesności ale to już inny temat.

Zapomniał bym, niejaki Seweryn też był czasowo jej “partnerem życiowym”… A ja tego typa nie lubiłem i nie lubię… i koniec. :smiling_face_with_sunglasses:

Inaczej ostatnio patrzę na te nasze gwiazdy. Maryli nikt nie odbierze statusu legendy ale tacy jak oni nie opłacali sobie składek ZUS. I teraz chcą by podatnik się dokładał

Marylka była absolutna królową popu, folku a nawet rocka, nie stronila od żadnego gatunku muzycznego. Calkiem niedawno przesłuchałem w całości wszystkie jej płyty z lat 70 i 80. Majstersztyk!

A ja lubię ale pod jednym warunkiem.Z daleka od Czerwonych Gitar!!! I bardzo,chyba najbardziej lubię jego soundtracki do filmów [Jan Serce!].
Takie udupienie w zarodku niemal,NIEMAL zafundowano Budce Suflera.Po drugiej płycie prawie ich nie było a dramatyczna zmiana stylu spowodowała z mej strony,odsunięcie na bardzo daleki plan.
Innym władza nie musiała przeszkadzać i sami się wykończyli.Jak niemal w 90% cały ten radosno żałosny polski"big beat"

Mam jej pierwszą płytę na oryginalnym winylu…Gdyby to wyszło w USA,Marylka z wdziękiem mogłaby być supportem dla np. The Mamas And The Papas :wink:
Jak już wspomniałem,najwyżej cenię płytę cytowaną oraz wcześniejszą"Rok".Lata 80-te,stopniowo coraz mniej…