Kolega @LeeBruce ,"jako to ma w swojem zwyczaju"wzbudził we mnie osobliwą kategorię wspomnień…Muzycznych,prywatkowych,nadmorskich…
Wspomniana w tytule kategoria nie istnieje.To tylko taki wytrych
Dla nas,entuzjastów konkretnego przeżywania,że użyję takiego eufemizmu,z lat 70-80 głównie,było rzeczą ogromnie ważną by towarzysząca nam muzyka,naszym spotkaniom,randkom,wieczorom czy przebudzeniom była na jak najwyższym poziomie,nie tracąc jednocześnie walorów komercyjnych czy przebojowych..
I jako człowiek lat 70-tych,muszę przyznać że lata 80-te chyba nawet pod tym względem miewały przewagę…
Granica chyba była jak cienka linia i często nawet niezauważalna…Bo musiało być to “COŚ”.Nastrojowe,autentyczne…Chwytające za serce i nie odpuszczające umysłom…
Byliśmy nieskażeni telewizją,nie istniał internet ze swym nachalnym stylistycznym inferno…I jak w wielu innych dziedzinach życia,konsumpcja [nie mylić z żarciem…] musiała być na naszej"służbie" a nie na odwrót…
I jakoś nikomu nie przeszkadzało by całując,myśleć,wyobrażać sobie a nawet wiersze pisać…
A byliśmy niby tak zniewoleni…
Różne doprawdy,są oblicza wolności…
Ale to już inny temat
Anyway…Dzięki, @Lee… Zmieniłem dzisiaj porządek wśród płyt,na dwóch półkach!!!
Jak to skąd…
To moja pózna młodość.
Czas gdy jeszcze się “uczyłem” z radiowej Trojki ale przede wszystkim z cotygodniowych nabytków płytowych z płytowych giełd.
Pomyśl…Co niedziela wracałem do domu z 2-3 a czasem z 5 nowymi płytami!!!W czasach gdy nie było internetu ani encyklopedii Guinnessa!!!
Nauka,przygoda,ryzyko [bo to wszystko kosztuje do dzisiaj!]
Tak się żyło…Miedzy Trójką a własnymi zdobyczami…
Jak łatwo zauważyć,dla muzyki poświęcaliśmy nie tylko nasz czas…Kto wie czy to nie zasadnicza różnica…
Ciężko mi sobie te czasy wyobrazić (jestem młodszy), ale na pewno miały swój urok… Przynajmniej był większy kontakt z drugim człowiekiem, a dzisiaj tylko internet.
Aaa,tak!!!
To już osobna sprawa i nie miała ona nic wspólnego z płytami…Choć oczywiście bywało i tak…
Poznalem kiedyś faceta z Bydgoszczy…Jarek…Czysty przypadek…
W pociągu do Wrocławia.Obaj jechaliśmy na giełdę płyt do wrocławskiego"Pałacyku" [taki klub].Ta cholerna bana jechała wtedy ponad 3 godziny!!!
W przedziale było jeszcze 4 jego kumpli.Wszyscy z tobołami płyt…
Jako miłośnik kina,pomyślałem wtedy że wpadłem i jakiś Carson czy inny Billy The Kid, zaraz mnie usunie…
Faktycznie jednak,ci ludzie z Bydgoszczy wykupili ode mnie połowe stanu winyli…Znajomość trwała parę lat.
I jak wszystko,przeminęła…
Ale w pamięci coś zostało
Nie,dziękuję…Mam tego"po brzegi"
A temat"wyzwoliłem" w reakcji na pewne wspomniane sugestie…
Przypomniałeś mi o…najgorszym koncercie na jakim w życiu byłem…
Bajm/Alphaville w poznańskiej Arenie,chyba w 1998 lub 99 roku…Z okazji walentynek…Zimno,napita gówniarzeria i do tego ta szmira,tradycyjnie przesterowana…
Byliśmy wtedy świeżo po ślubie…Poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko i aż trudno nam dzisiaj uwierzyć że wytrzymaliśmy ponad godzinę…Chyba nawet dwie…
Poszliśmy wtedy na Głogowską,“na wino” do knajpy gdzie z uporem maniaka,podawano wino mszalne"Lacrima Christi" To już jednak inna zupełnie historia…
Wishing lansowałem jeszcze w radiu,dekadę pózniej…Szkoda że wtedy nie było odruchu by zagrać z trzeszczącego singla Tonpressu
Mieliśmy jednak audycję,z kolegą redaktorem,o “dawnych płytach winylowych” Od poniedziałku do piątku,zawsze o 10.30…Przetrwało chyba pół roku,może troche dłużej…Bez większego zainteresowania…
Jak to się wszystko zmienia…
ABBA miała tu swój osobny watek [sylwestrowy] więc zostawiam to na razie…Natomiast…Dziwna sprawa.“Z biegiem lat,z biegiem dni” ,coraz wyżej cenię Norwegów z A-Ha…
Dopieszczone to niczym wizerunek gwiazdy filmowej ale…Zachowuje właśnie swoistą oryginalność!
I aby było w zgodzie z intencją wątku…
The Sun Always Shines On Tv…Jeden z najfajniejszych clipów tamtych czasów! Pewna nauczycielka z którą miałem przyjemność…Jezdziłem do jej podpoznańskiego wydupia autobusem,ponad pół godziny!
I do dzisiaj została mi w oczach tańcząca przy A-Ha…Blondynka w stylu Glynis Barber [Dempsey i Makepeace na tropie ]
Małgosia…
cdn najprawdopodobniej
Ty zaliczyłeś Bajm i Alphaville za jednym razem, ja niestety musiałem na każdy koncert pofatygować się oddzielnie.
Alphaville widziałem w 2016 roku w Finsterwalde. Koncert był darmowy, na rynku, ode mnie około godzinę drogi. Poniżej zdjęcie z tej imprezy. Zrobiłem również kilka filmów, ale obecnie to już takich rzeczy nie robię. To lepiej wychodzi innym.
Na koncercie Bajmu byłem w 2011 roku w Szamotułach. Nie pamiętam, ale chyba wtedy dożynki były albo święto miasta, musiałbym poszukać. Poniżej również z tego fotka.
Tutaj ze staroci to u mnie The Beatles. bezapelacyjnie. Temat ocean. Nawet ich kąty w Liverpoolu odwiedziłem. Miałem kiedyś na ich punkcie prawdziwego fioła. Tłumaczyłem teksty, znam kilka na pamięć. Widziałem kiedyś ankietę uliczną w Chinach. Ktoś tam pytał o The Beatles. Prawie nikt nie znał. Byłem zszokowany. To było ok. 15 lat temu.
Na B to Baez Joan (ale to nie rock), Bangles, Bee Gees, Berlin i z dziesięć innych, ale przede wszystkim Bakszysz, Black Uhuru i Burning Spear (reggae) na których to koncertach byłem. Bony M, Bad Boys Blue i Black to na imprezach a Basia do fotela.
Ktoś wcześniej o Tangerine Dream napisał… Wolę się nie rozpisywać, bo się krótko nie da, ale dla mnie nr 1 zawsze będzie album wydany z ich pierwszego koncertu w Warszawie. Taka mieszanka, znam go prawie na pamięć. Dobra, już nie przynudzam …