No na to bym nie wpadł

Z ciekawości sięgnąłem ostatnio po album Bucka Owensa,autentycznego gwiazdora country z lat 70-tych.I to że jest na jego płycie cover The Eagles,nie dziwi.To bardzo podobny świat…
Ale Lady Madonna,The Beatles się nie spodziewałem :laughing:

Fajna płyta! Dla miłośników oczywiście…
Ale jak to się dzieje że tłoczenie z połowy lat 70-tych,zachowało do dzisiaj ZAPACH? :innocent: :thinking:
Szkoda że nie da się tego"przenieść" za pomocą słowa pisanego :laughing:

Fabrycznie zapakowane?
stało długo gdzieś w magazynie, bez wyciagania na swiatlo dzienne.
I trafiłeś na taki zapachowy wehikuł czasu.

1 polubienie

Tak,bywały i takie przypadki jak album Neila Sedaki z 1974 roku który tutaj dopadłem za…50 pensów.Tzw. pieczątka…Po zdjeciu folii,zapachniało :slightly_smiling_face:
Ale ten Owens był otwarty…I to nie jest przecież pierwszy raz…
Rok temu dopadłem na wyprzedawaniu,Emerson Lake And Palmer-Brain Salad Surgery- I to samo.Jakby zakonserwowane… :innocent:

Niektóre syntetyczne zapachy są bardzo trwałe.
Nie wiem czego sie używało w procesie produkcji i do konserwacji płyt, ale PVC i olejki silikonowe plus polietylenowa koszulka?
Ma to swoją nazwę.
zapach nostalgii winylowej
Chemicznie to ftalany, trojglicerydy jako plastyfikatory
I srodki wykonczeniowe stearyna i olejki silikonowe.
I nasz nos…

1 polubienie

Ech kurde…Z tym się chyba nie zetknąłem… :innocent:
Chodzi o nazwę oczywiście…
Ale i tak,chyba bardziej chodzi o okładkę niż sam materiał winylowy.Ale nie postawiłbym na to nawet 50 groszy :grin:
Grunt że to się zdarza.I to często! Jak jakaś naturalna trampolina do przeszłości…

1 polubienie

Do lakierowania okladek tez mogli uzywac lakierow ftalowych. Te trzymaja zapach…

To już nie moja bajka ale po dotyku,wrażenia są bardzo rozmaite.Urawniłowka zaczęła sie ok. roku 1984-5.Wtedy jakby jedna wytwórnia wszystko wypuszczała na świat.Cywilizowany oczywiście bo nas to nie dotyczyło…

1 polubienie

Dobra, ja wiem, że chemia to byl jeden z Twoich “ulubionych” przedmiotów :boar:

1 polubienie

Zgadza się ale w dalszym ciągu,bez przesady :laughing:

Jest 4 nad ranem i widząc to,zrobiłem sobie zestawienie kilku ostatnio nabytych płyt.Z 1974 roku,z 1981 i z 1988.Jedyna która pachnie jak przed bindowaniem u introligatora to ta najstarsza.Brewer And Shipley,tak na marginesie…Może to nie Simon And Garfunkel czy Pink Floyd ale z pewnością nie jest to płyta która pół wieku przeleżała na strychu…

A tutaj dowód na to,jak łatwo z klasyki urządzić tandetny"koncert życzeń"…Dla babci Jadzi,syna Wojtusia,“wszystkiego co się szczęściem zowie” :confounded_face:
Ongiś moja droga krzyżowa…Na szczęście jedynie 5 razy w życiu…