Nie cierpię takich tytułów bo nieco wbrew intencji,zawierają durne lekceważenie i gram pogardy wobec odbiorcy…
Ale pal diabli!!!
Kiedy wchodzi się w posiadanie takiego skarbu jak debiut Basi"Time And Tide",wszystko schodzi na bardzo daleki plan…
Serce wtedy biło bo człowiek nie był przyzwyczajony do polskich sukcesów…Jakichkolwiek!
A tu nagle była “ALIBABKA” ![]()
i TO JAK!!!
Pół świata okrzyknęło ją polską Arethą Franklin!
A my…
Czy była w drugiej połowie lat 80-tych,choć jedna impreza bez Basi?Basi Trzetrzelewskiej? Zwanej potocznie"naszą Basią kochaną",co było wzięte z nazwy naszego folkowego zespołu…
Kiedy dzisiaj słucham tego TEMPA,tych aranżacji godnych Quincy Jonesa,wciąż się sobie w duchu zapytuję…SKĄD,JAKIM CUDEM to się stało???
Ale stało się…
Marek Niedzwiecki jak przystało,stał się jej Lancelotem we wszystkich mediach,z Trójką na czele.
A mnie,prócz ówczesnych porywów serca,duma rozpierała…
A zainteresowanych warto odeślać do nagrań Matt Bianco gdzie Basia terminowała.Jej głos czy drobne melorecytacje przebijały się w mrocznych latach 80-tych
Tak więc MAM!!! Za głupie 2 funty…
Drżyjcie sąsiedzi bo idę po paliwo ![]()