Piosenka przypomni Ci film

Manha de Carnaval…Piosenka znana jako A Day In the Life Of A Fool..
Tutaj w klimatycznej wersji z 1965 roku…
Astrud Gilberto i orkiestra Dona Sebesky’ego
Z filmu Marcela Camusa"Czarny Orfeusz" z 1959 roku

Oh England,my lionheart… :star_struck:To jedyna płyta jaką zdobyłem wczoraj…Ale za to przed oczami stanęły mi wszystkie te radiowe lata gdy takie historie sobie opowiadaliśmy…Gdy żyli jeszcze ci co pamiętają konkretne seanse w kinach których już nie ma…Odłożyłem nawet na półkę “jedynkę” Donovana aby kupić tę płytę…Donovan nie zginie…Będzie czas w kwietniu :blush: :wink:
A sam film?
Raczej dotąd nieosiągalny na płycie,zaliczyłem po latach na kanale FILM 4,zaraz po północy,“jako to mają w swojem zwyczaju” :innocent:
Rodzaj czarno białej poezji obrazu gdzie wszystko wydaje się nie istnieć bez dyktatury muzyki Luisa Bonfy…A może to europejski odbiorca tak reaguje?
Wszak w samej Brazylii film skrytykowano jako pakiet stereotypów…Coś jak Indianie kontra westerny Forda,piętro wyżej,w Pólnocnej Ameryce :innocent:
Tak czy siak,muzyka przetrwała,film powraca co jakiś czas…
I jestem pewien że gdyby ktoś,jakiś mityczny KTOŚ,odpalił taki numer jak w poznańskim kinie Olimpia,chyba jeszcze pod koniec lat 80-tych,gdy nagle pojawił się neon “Pół żartem,pół serio”..
Wtedy zleciały się pszczoły do miodu z całego miasta i okolic.Kolejki jak na Love Story..
No więc gdyby KTOŚ zechcial to powtórzyć,zarobiłby i choć na chwilę przywróciłby ten klimat filmowego wydarzenia który odszedł wraz z ostatnimi Konforntacjami Filmowymi…

Ok.Nie jest to"motywator" na poniedziałek.
Powiedzmy więc że tak zamykamy noc,która odeszla…