Poniedziałek- dzień przeklęty z zasady?

Czy Wy też uważacie, że poniedziałek jest przeklętym dniem, w którym niezależnie co się dzieje, coś jest nie tak? Tak jakby to jakieś fatum ciążyło nad poniedziałkiem za to, że jest poniedziałkiem.

Jak Wy się czujecie w poniedziałki?

Absolutnie się z tym nie zgadzam.
Ta opinia wzięła się zapewne z prostego faktu powrotu do pracy,po wolnym weekendzie.Nie wspominając już o dręczącym kacu co niektórych :innocent:
Ja często w poniedziałki…odpoczywam.Nigdzie,nawet na wakacjach,nie ma weekendowych tłumów i to zaczyna się dla mnie liczyć coraz bardziej…W pubie luzik,w sklepach nie ma zakupoholików :blush:
A ja mam to szczęście że zazwyczaj pracuję w systemie 4 on-4 off.

Fakt spokoju przemawia na korzyść poniedziałków. Moje doświadczenia jednak są zgoła inne. Otóż gdy mam możliwość biorę wolne w pracy w poniedziałki, by przedłużyć weekend. Mimo to, zbiorowa atmosfera generowana przez ludzi, którzy w ten dzień cierpią sprawia, że nawet siedzenie z kawą w fotelu i patrzenie przez okno przyprawia mnie o negatywne uczucia.
Jakby tego było mało- w poniedziałek w pracy zawsze dzieje się coś złego.

Ostatnio nawet zostałem zwolniony z pracy… w poniedziałek.

Gdy tylko mogę stosuję zasadę niczym z filmu “Jestem Legendą” gdy główny bohater chował się na noc do wanny w obawie przez zombie- w poniedziałki nie planuję nic, chcę przetrwać, schować się i wyjść we wtorek :sweat_smile:

Rany…
Oczy coraz szerzej mi się otwierały w trakcie czytania :innocent:
Niemniej podzielam jedynie dostrzeganie owego"smutnego oblicza" na tej czy innej twarzy.
Ba!
To mi przypomina lata 80-te gdy w tramwaju siedząc po imprezie,widywałem ludzi o wyglądzie"wziętych z linii frontu"
Cóż…Najwyrazniej i tutaj różnię się od innych :innocent:

Albo to ja mam dziwne podejście do życia- nie jest to wykluczone :smiley: Mam nadzieję, że kiedyś poniedziałek odczaruje mi się i będzie normalnym dniem.

Ciekawe jak inni myślą o poniedziałku?

Był tu kiedyś taki temat…
Jedno jest pewne.W poniedziałek musisz się sporo naczekać na odpowiedzi.Kibic sportowy oprócz mnie,ostal się tylko jeden więc nawet taka opcja rzadko istnieje…

Kibic sportowy? Piszesz z PL czy innego kraju?

Pracuję w Anglii,mam podwójne obywatelstwo ale kibicem pozostanę raczej polskim :blush:
Teraz jestem w Anglii a za 6 dni będę w Polsce…I tak co miesiąc,czasem dwa…

To pozdrowienia do Anglii z centralnej polski, z najpiękniejszego miasta w sercu kraju :wink:
Moja siostra też mieszka w Anglii na stałe, a ja jakoś nie potrafię- siedzę w tym grajdole i siedzę.

A jakież to miasto? Bo dla mnie Poznań i im więcej widzę,tym chętniej wracam na dłużej :innocent:
Może gdybym miał znowu 18 lat,widziałbym to wszystko nieco inaczej…
Z drugiej strony,gdy miałem 18 lat,Poznań był miastem zasyfionym i raczej nudnym… :upside_down_face:
Cóż…
Odwiedz siostrę! To jeszcze nie przesiedlenie :rofl:
Fajnie jest POZNAWAĆ.
U mnie to odrobinę inaczej bo UK to fascynacja jeszcze z dzieciństwa…Mogę o tym pisać aż do znudzenia…

Też kocham Anglię- oglądać na zdjęciach. Byłem 3 dni w Szkocji i gdy musiałem już wyjeżdżać poczułem, że kocham to miejsce. Nie wiem jak byłoby dłużej, ale naprawdę dobrze się tam czułem przyrodniczo-architektonicznie. Bo społecznie to nie wiem, czas by to pokazał.

W Anglii podoba mi się bardzo architektura, wpływ na modę męską, przyroda. Anglia ma coś w sobie, jest w tym coś romantycznego. :slight_smile:

Centralne centrum czyli Łódź- to miast przez ostatnie 10 lat zmieniło się bardzo, przez 20 nie do poznania. Tylko, że ja się tu urodziłem, więc inaczej je postrzegam :slight_smile:

No to jesteśmy w domu.Mam to samo z Poznaniem.
Miałem kiedyś przyjaciól z ulicy Bardowskiego…Tzn. mam ich dalej ale rozjechali się po świecie…
Tak…
Anglia jest najmniej skażona jakąś"urawniłowką"i Ty chyba pierwszy tutaj,zwracasz uwagę na architekturę…Ostatnio niestety,zaczyna się budować coraz więcej blokowisk bo napływowi już się nie mieszczą…Ale i to,przynajmniej na razie,wygląda estetycznie.
Osobna sprawa to ludzie.Tak,masz rację bo na to potrzeba czasu…
Ale jedno jest fajne od pierwszego kontaktu.Oni są grzeczni na każdym kroku!!!Najgorsze żule potrafią Cię zagadać na śmierć,smiejąc się bez przerwy…
Może nie jest to poczucie bezpieczeństwa na miarę Japonii czy Korei ale ja,przez 19 lat tutaj,nie bałem się NIGDY.A był czas gdy pracowałem “dla Eltona” na stadionie Watford FC
Piszę to bo europka wbiła trwale do łbów,fałszywy obraz Anglii agresywnej i to pokutuje czasem do dzisiaj…
3 dni w Szkocji…
To nawet przy odrobinie szczęścia,deszcz Cię nie zabolał :wink:

Tak działa psychika że po 2 dniach weekendu trzeba wrócić do rzeczywistości

Nie, czemu? Zupełnie sympatyczny dzień.

Nawet w urlop poniedziałek jest inny :stuck_out_tongue:

Wróciłbym do Szkocji by zobaczyć jak będę czuł się w dłuższej perspektywie, ale obecnie tak wiele aspektów życia mam już zbudowanych w Łodzi, że nie mam na to zasobów i możliwości. A szkoda.

Co najwyżej jak mówisz- odwiedzić siostrę w Anglii.
Zaciekawiło mnie to co piszesz o braku zagrożenia w Anglii - tyle się naoglądałem tych reportaży o czarnych chodzących z maczetami pod kurtkami, noże wszędzie, rosnąca islamizacja kraju, wsadzanie do więzień tych, którzy śmią nagłaśniać problem. A może to zależy od miejsca zamieszkania? Może mieszkasz w jakimś lepszym miejscu?

Podobno od poniedziałku nie wolno zaczynać nowych spraw i nie należy też przesadzać z prcowitością bo tak zostanie na cały tydzień.Więc osibiście staram się nic nie robić w ten dzień.We wtorek też ponieważ jest blisko poniedziałku,środa taka trochę niepewna,w czwartek myślę za jaką robotę się zabrać a w piątek to już nie warto zaczynać bo to już właściwie łikend :wink:

Widzę, że w końcu ktoś sensownie mówi :joy:

Ja naprawdę staram się nic nie robić w poniedziałki, tfu!

Poruszyłeś kilka spraw w jednym tekście :smiley:
Oczywiście są rejony których nawet policja nie odwiedza a a jeżeli to WYŁĄCZNIE czarna.Jak w NY.Podobnie jak w przypadku islamskiego getta niemal w każdym mieście.Ja poznałem tylko to w Luton.Koszmar zmiksowany z szaleństwem nienawiści…Ale mnie się te bandy jakoś nie czepiały…A że czasem pięści się aż pociły… :roll_eyes:
Nie uciekniesz od tego.
Znacznie gorzej czuję sie np. Krakowie gdzie można zginąć dosłownie za wszystko.Za dlugie włosy [których jestem szczęśliwym posiadaczem] za kibicowanie a nawet za rower!!! Tak! Byłem tego świadkiem na Krowodrzu! Na szczęście skończyło się szpitalem a nie cmentarzem.
To wsadzanie do więzień to raczej domena Hiszpanii,na dzisiaj.Ale oczywiście zdarza się wszędzie.Patronem wszelkiego bezprawia jest polityczna poprawność.
Mieszkam w Stevenage czyli miejscu maksymalnie bez oblicza,nawet jak na standardy Hertfordshire.Czułbyś się tu dobrze bo…nuda,panie! :wink:
Mieszkałem także w Londynie,w Watford,Cambridge,Huntingdon i Milton Keynes…I tylko to ostatnie miejsce czasem mroziło krew w żyłach.Ale kto do licha,każe Ci się szwendać po 21?
Wystarczyło mi że nad ranem na ulicach,było ZNACZNIE więcej szczurów niż ludzi…
Ale to tylko 3,5 roku.
Niemniej był to rodzaj Anglii który mógł zniechęcić…

Czyli nie jest tak, że Anglia jest taka bezpieczna… :stuck_out_tongue:
Ja tam w Krakowie bywam sporadycznie, ale kto wie. Łódź niby też niebezpieczna, ale wieczorami zdarzało mi się gdzieś iść, wracać i nigdy nie natknąłem się na taki akt rozboju jak opisujesz. Statystycznie ludzie w Łodzi nie czują się zagrożeni, a mamy tu ŁKS i Widzew a teraz jeszcze ukraińców.

I nie żartuj, że mieszkasz w Stevenage! Właśnie tam mieszka moja siostra! haha :smiley: :smiley: