Bo miewam wątpliwości.Czasem…
Kiedyś,gdy zachwycałem się nagraniami Pet Shop Boys z Ennio Morricone
Tutaj powyżej,mamy szwajcarskich prześmiewców razem z Shirley Bassey,specjalistką od Jamesa Bonda i pieśni wylewnych ku czci agenta 007
I dzisiaj gdy mam ochotę na jakieś sensowne wymiatanie,wolę Yello od kaskady gitar
Te ich satyryczne spojrzenia w których jak w lustrze odbijają się nuty światowych szlagierów…Trzeba tu nie lada biegłości w temacie jak i humoru.Z tą odrobiną odwagi czy bezczelności raczej…
Istnieje takie pojęcie [nie u nas] inteligentnego popu…Aż chciałoby się zacytować Pet Shop Boys ale..Pamięć moja zbyt ulotna…
No to może inaczej…
Notto Di Catania…
Tyle że to wszystko lata 80-te…
Ale wspomnieć warto.I poznać.
Dla mnie jest dobra każda muzyka pod warunkiem należytego jej wykonania.
Nie słuchałbym tego non stop ale np chętnie w czasie długiej jazdy autem.
Podobało mi się.
Moim zdaniem,nieco wyprzedzili epokę.
Połączyli J.Bonda,rocka i pop jaki prezentowali właśnie Pet Shop Boys.
Jak dla mnie,fajne jest to że oni nie są w jakiejś producenckiej próżni.Nie kłaniają sie jak jakieś półglówki,elektronice…
Nawet jak mam wątpliwości,czy to nie jakaś “szarża”,jakieś dzwiekowe wariactwo,nagle pojawia się jakiś cytat czy brzmienie znane z innej bajki…
Byśmy się dobrze zrozumieli…
To nie jest jakiś mój top czy emeryckie wariactwo.O nie!!!
Tu potrzeba klimatu i tego zrozumienia którym,sorry ale od lat się cieszę i nie chcialbym być uznany za wspólczesnego pajaca medialnego.
Bo nawet rozsądną produkcję można polubić i przede wszystkim,docenić.
Jest tylko jeden warunek.
Trzeba SŁUCHAĆ.
Od początku do końca.
Z tej samej bajki…Bajki przepięknej…
Marc Almond,“dawniej” połowa duetu Soft Cell, już w latach 80-tych poświęcił się wyrafinowanym aranżacjom z pogranicza pop,elektroniki i orkiestracji..
Tu powinienem zagrać cały album…Ale kto by wysłuchał?