..czasem wracają normalne tematy.
I na taki trafiłem na fejsie,6 godzin temu…
Jak wspominasz swoją największą,lub może pierwszą,wielką miłość?
Banalne?Nudne?
No to wracaj do polityki!
Mnie nie sam temat jakoś powalił ale…Bardziej wypowiedz pewnej,chyba tęskniącej,starszej pani..
Otóż napisała ona że “miłość,nawet jeśli przegrana,jest doświadczeniem nie dającym się skopiować,choćbyś nie wiem ile razy miała jeszcze przegrać”…
Coś koorna jak zwykle,zle kliknąłem i scena przepadła…
Ale jest w mej pamięci.
Ten rodzaj rodem z krainy łagodności który przywraca wiarę w normalność…
Jak więc,miała na imię Twoja miłość największa?
Większa niż z piosenki Bajora?
Większa niż z piosenki Alicji Majewskiej chcącej wciąż odkrywać?
A może nie trzeba wielkich liter…
Może miłość jest nasza,niewielka jak kwiaty w naszym ogrodzie…
I może to imię zupełnie wystarczy..
Wszak jej wielkość się przyrzeka…
I kocha,czyż nie?