Szczęśliwie jakoś jak sądzę

..czasem wracają normalne tematy.
I na taki trafiłem na fejsie,6 godzin temu…

Jak wspominasz swoją największą,lub może pierwszą,wielką miłość?
Banalne?Nudne?
No to wracaj do polityki!

Mnie nie sam temat jakoś powalił ale…Bardziej wypowiedz pewnej,chyba tęskniącej,starszej pani..
Otóż napisała ona że “miłość,nawet jeśli przegrana,jest doświadczeniem nie dającym się skopiować,choćbyś nie wiem ile razy miała jeszcze przegrać”…
Coś koorna jak zwykle,zle kliknąłem i scena przepadła…
Ale jest w mej pamięci.
Ten rodzaj rodem z krainy łagodności który przywraca wiarę w normalność…

Jak więc,miała na imię Twoja miłość największa?
Większa niż z piosenki Bajora?
Większa niż z piosenki Alicji Majewskiej chcącej wciąż odkrywać?
A może nie trzeba wielkich liter…
Może miłość jest nasza,niewielka jak kwiaty w naszym ogrodzie…
I może to imię zupełnie wystarczy..
Wszak jej wielkość się przyrzeka…
I kocha,czyż nie?

Zapomniałem chyba wspomnieć…
Ala…Alicja choć oboje tego nie lubiliśmy.
Latem w altance,w samym środku ogrodu…
Ja,śmieszny piłkarz,ona w białych podkolanówkach…Oboje ubrudzeni i umazani malinami…
Ale…
To trwało kilka dobrych lat…Pisało się listy [mam ich 3] lecz nie o liczby chodzi.
Chodzi o to szczenięce zaangażowanie.Czasem nie warte nawet 5 minut a czasem zostające na resztę życia…

Kiedyś byłem zakochany w dziewczynie, która miała na imię Iwona. Do tej pory czuję sympatię do tego imienia :heart_decoration:

Iwona…
Moja pierwsza sympatia z podstawówki
Najlepsza w szkole w ramach tzw.“zajączków” na lekcjach wf :innocent:
Ile razy czekałem na nią by nieść do domu ten durny tornister…
Ale Iwonce nie odmawiałem..
Aż śmieszne że to pamiętam…