No cóż, kolejny przykład jak religijne zakazy i nakazy nie nadążają za rzeczywistością. A przecież wystarczyłoby, żeby wprowadzić przepis dający automatyczną dyspensę gdy w piątek przypada święto kościelne lub świeckie. I tak dobrze, ze wszyscy biskupi postąpili solidarnie, pamiętam kilka lat temu gdy biskupem w Warszawie prawobrzeżnej był Głódź a w lewobrzeżnej Nycz, to tylko ten ostatni wprowadził dyspensę. Czyli Warszawiak idąc mostem i jedząc kebab musiał w połowie rzeki go wyrzucić lub zatrzymać i dokończyć by nie mieć grzechu
Bo kościelny urzędnik arbitralnie tak zarządził.
A tak na marginesie – zakaz jedzenia mięsa w post też już nie przystaje do realiów społecznych. Dawno temu mięso było luksusem, zaś ryby (pomijając fakt, że przedstawicielki ichtiofauny to przecież tez mięso) były czyms gorszym, powszedniejszym. A dziś? Mięso jest na ogół znacznie tańsze od ryb i powszechnie spożywane. Tymczasem katolik ma sie umartwiać, a umartwienie polega na tym że nie wolno mu zjeść kaszanki, parówki, mielonki czy innego taniego produktu, za to może do woli objadac się ostrygami na szalotkach, homarami, pieczonym łososiem w ziołach, krewetkami w sosie czosnkowym czy wykwintnym sushi.
Hurraaa!!! To sobie pożrę jakieś mięsiwo z piwkiem ![]()