Co możesz o niej powiedzieć?
Płyta przesłuchana, podobała mi się jak poprzednie albumy tego zespołu.
Co możesz o niej powiedzieć?
Płyta przesłuchana, podobała mi się jak poprzednie albumy tego zespołu.
Oprócz tła bajkowo filozoficznego,o którym już wspomniałem,nie da sie zbyt wiele powiedzieć po tych wszystkich latach..
Krytyka alarmowała że powoli zdaje się wyczerpywać formuła elektronicznych pejzaży ale dla mnie to lekka przesada.Ten moment wtedy jeszcze nie nadszedł.
Mamy tu kontynuację TD z okresu Force Majeure czy koncertu Logos…
Ostani utwór,“Sphinx Lightning” to nawet coś więcej.Coś co nawet było obecne na wcześniejszych próbach jak Cyclone czy Exit…
Jednocześnie niemal występujące fragmenty wzięte jakby z filmów przyrodniczych,wcale nie pogarszają wrażenia.
Nie jest to Zeit czy Rubycon…W żadnym wypadku nie jest to Ricochet.Tu nie ma miejsca na bliżej nieokreślony mrok czy jakieś tajemnice.Nasza wyobraznia jest jakby kierowana w nieco pogodniejsze rejony…
No
Tytuł,tematyka jakby zobowiązują i wszystko tłumaczą. ![]()
Dla mnie drugi szereg wśród płyt zespołu ale to wciąż TA muzyka i TO piękno.
Dzięki, właśnie o coś takiego mi chodziło.
Dodam może że słuchając Jerzego Kordowicza na Trójce swego czasu,można było odnieść wrażenie ze coraz mniej chętnie omawia muzykę swego chyba ulubionego kiedyś zespołu.
Postępowało psucie tematu a’la Jean Michelle Jarre a elektronika zaczynała się kojarzyć raczej z synth popem czy new romantic…
Tangerine Dream nie żyli w próżni.To wszystko musiało się"wcisnąć" i do ich muzyki ale jeśli nawet albumy studyjne nieco rozczarowywały,koncerty właściwie nigdy.Mieliśmy okazje się o tym przekonać w 1984 roku.