Tangerine Dream płyta "Zeit"

Co możesz o niej powiedzieć?

Przesłuchałem, podobała mi się, ale ciekawy jestem o niej czegoś więcej

1 polubienie

@collins02 możesz powiedzieć coś o tej płycie?

Umknęło mi..Sorry.
Od zawsze najbardziej fascynowała mnie strona pierwsza albumu.Wsadzano tę muzykę na półkę z napisem “space rock” i traktowano jako ekscentryczny odjazd…
I może"Nebulous Dawn" faktycznie tak brzmi…Ale “Birth Of Liquid Plejades” to do dzisiaj znakomita mieszanka muzyki awangardowej,ilustracyjnej i elektronicznej.Utwór z przewagą"normalnych" instrumentów,z udziałem bodaj kwartetu smyczkowego…
Trzeba pamiętać że instrumentarium elektroniczne w 1972 roku wyglądało zupełnie inaczej niż choćby trzy lata pózniej…Inne były też możliwości studia nagraniowego.Wciąż zachwycał moog ale reszta zasługiwała często na miano inżynierii dzwiękowej :innocent:
A jednak stopniowe wyłanianie się"kształtu"może dzisiaj się podobać,o ile ktoś potrafi się w dzisiejszym niezbyt sprzyjającym świecie,zanurzyć w tym oceanie dzwięków i wyobrazni…
Trzecia strona czyli Origin of Supernatural Probablilities,robi chwilami wrażenie muzyki"podwodnej".Niemniej fascynacja samym dzwiękiem jest zdecydowanie niedzisiejsza i utwór wydaje pozbawiony jakichś “zwrotów akcji”.A fajny wydaje sie udział [dyskretny…] instrumentów klasycznych jak choćby organy…
Jeśli pozostać przy terminie muzyki podwodnej…W 1986 roku grupa nagrała album “Underwater Sunlight” całkowicie inaczej podchodząc do tematu.Niby oczywiste z uwagi na upływ lat ale porównać można…
Na koniec Zeit czyli utwór tytułowy…Nie wnosi on nic zaskakującego do ogólnego obrazu tego podwójnego wydawnictwa choć dzięki dzwiękom imitującym przyrodę,wydaje sie nieco,NIECO pogodniejszy.Ale i to do czasu…
Finałowe momenty skojarzyły mi się chyba dosyć karkołomnie z…A Saucerful Of Secrets,Pink Floyd.Zagadkowa przestrzeń,wrażenie jakiejś nieskończoności…U PF nastąpił jednak patetyczny finał z intrygującą wokalizą…
Tutaj muzyka wybrzmiała niczym fala która dobija do brzegu…
Odnoszę po latach wrażenie że nie co do wszystkiego muzycy byli przekonani,że pewien brak pomysłów czysto muzycznych walczy o lepsze z tajemniczym nastrojem jakby całkowicie innego świata…
Cóż…Album prekursorski ale próbę czasu,moim zdaniem najlepiej wytrzymuje strona pierwsza.Pozostałe trzy części chyba przede wszystkim dla najbardziej zagorzałych fanów.

1 polubienie

Wielkie dzięki za ten wpis. Sporo się dowiedziałem. Miło jest poczytać kogoś kto wie dużo więcej o muzyce.

1 polubienie

Masz na myśli cały album?

1 polubienie

No raczej nie…Głównie chodzi o utwór tytułowy.

1 polubienie

Po wczorajszym przesłuchaniu…
Mimo wszystko polecam album Tangerine Dream z 1983 roku.
Hyperborea…
Innymi słowy,mityczna kraina szczęśliwości,położona w Tracji…Coś jak Shangri -Las w Himalajach.Z tym że wg. powieści Jamesa Hiltona"The Lost Horizon",w Shangri-Las ludzie się nie starzeli…Przy okazji polecam Film Franka Capry na podstawie tej powieści!
A jak było w owej Hyperborei,nie wiem :innocent:
W każdym razie płyta,może niezbyt popularna w swoim czasie,zasługuje jednak na uwagę.

Na pewno przesłucham.

1 polubienie