Ukradzione z fejsa:)))

Znam z opowiadań Mieczysława Voita. Po jakimś nagraniu w Łodzi, panowie poszli na jednego. Za witryną po ulicy przechadzali się dawaj milicjanci, wyraźnie czekając na aktorów. Kiedy tylko aktorzy opuścili restaurację, milicjanci już przy nich byli. Dowodziki proszę. Oglądając dowód Ludwika Benoita, policjant spytał - pan Benoit? Benua -odpowiedział aktor swoim tubalnym głosem. Drugi milicjant, oglądający dowód Mieczysława Voita, szybko się nauczył i spytał - pan Vua?

No musiałem :innocent:
Czyż nie jest to cudowne? :wink:

1 polubienie