Ja pamiętam chatę ,dawny młyn, w którego wjechał ruski czołg ,w środku gruzy które oświetliliśmy świeczkami i lampkami z grobów. Piliśmy ukraińską wódkę i było strasznie i śmiesznie :>
Sprawa miała miejsce w Polsce. W dawny młyn wjechał ruski czołgista i takie gruzy jeszcze do niedawna były atrakcją mojego miasta :> idealnie odrysowany w cegle t 34 ,gruzy,nikt nic nie dotykał,czołgu oczywiście też nie było :>
Ja tylko moge powiedziec , który najgorszy.
Jeszcze w polowie lat 80 wybralismy sie za namowa znajomych na bal sylwestrowy "na salę "
Z zespolem muzycznym “na zywo”
O 2 nad ranem zespol padł. Jako pierwszy.
Balowiczow to raczej nie zmartwilo. To byla sala w jednym z wiekszych zakladow w Łodzi, wykorzystali lokalny radiowezel i jego zasoby - przy kolejnej Kalince i Bielyje rozy narzylam o szybkiej ewakuacji. A tu mroz, taksowek nie ma a komunikacja miejska od 6 rano…
Nie pamiętam
![]()
![]()
No ładnie ![]()
Miałem swego czasu dużo szczęścia co do sylwestrów.Ale najwspanialszy był chyba w Szklarskiej Porębie.1991 albo 92…Wyglądało IDEALNIE tak samo jak na klipie, Last Christmas dueciku Wham!
Moje młode koleżeństwo z całej niemal Polski,zbierane do kupy przez lata nad morzem, po raz pierwszy spotkało się w górach…Był czad!!! ![]()
I to był chyba ostatni taki raz gdy aż tak wytarzalem się w śniegu ![]()
Bo plenerowe Sylwestry zwykle wychodza fajme. Nasz pierwszy w Hiszpanii, na placu Sol w Madycie? To bylo dawno, wolna amerykanka, szampan z gwinta .
W 2000 myslelismy, ze bedziemy oryginalni, pojedziemy na plażę - dobrze, ze pojechalismy wczesniej sie zainstalowac bo o 10 wieczorem to jyz nie bylo gzie zaparkowac, a na plaze walily tlumy z kocami, latarkami i koszami piknikowymi. Bylo tloczno niczym w sierpniu w poludnie.
Szczególnie gdy jest się młodym i nikogo czas nie goni…Wtedy można było w górach posiedzieć do 4 stycznia ![]()
I jeszcze jeden.Z podstawówki… ![]()
Zostało nawet jedno zbiorowe zdjęcie…Aż trzech osób już nie ma…Ale zabawa była wspaniała!!!I wciąż zachwycaliśmy się ta niesamowita"Dark Side Of The Moon"…To była chyba u nas druga taka impreza przy płytach winylowych.1974/1975
W Basztowej,gdy przez jakiś czas właścicielem był pewien marynarz.Prowadził ten przybytek wraz z młodą piękną żoną.Sylwestra zrobili superowatego.Prawdopodobnie więcej wydali niż zarobili na wejściówkach.Fajnie było!
Samego Sylwestra spędziłem w studiu radiowym, ale w Nowy Rok wracałem pieszo do domu i wkręciłem się na imprezę młodszej siostry mojego kumpla…
Takie też miałem dwa…Ale tak sobie to wspominam bo to jednak praca była…A poza tym,w obu przypadkach było nas tylko dwóch…O 4 rano, po dyżurze to już człowiek tylko na"zgliszcza" trafiał…
1998/1999 Mediolan - spotkanie Taize - wtedy poznalam mojego przyszlego męza, choc wtedy jeszcze o tym nie wiedzialam.
2000/2001 Barcelona - takze spotkanie Taize
2002/2003 - w domu, przy choince ale z całą rodziną i przede wszysykim z malutką córeczką. Oczywiscie nie o polnocy tulko duzo wczesniej i bezalkoholowo.
Moj “najgorszy” przespalam caly, bo noc wczesniej dostalam takiej jelitowki że wykonczylo mnie to totalnie. I zeby bylo smieszniej - wyjątkowo wtedy szarpnelismy sie na bilety na sylwester na sali…oczywiscie - nic z tego.
Kiedy córka była ledwie 2 tygodnie na tym świecie,trafił się i taki sylwester…Istne pogotowie bojowe
Spaliśmy na zmianę,ucząc się krok po kroku podstawowych spraw…
Ale trzeba przyznać że dziecko nas nie zadręczało i większość czasu spało sobie razem z nami
![]()
Pamiętam dwa wyjątkowe. Pierwszy - z 1979 na 1980. Byłem na jakiejś nudnej prywatce, godzinę przed północą kilka osób stwierdziło, ze zabawa jest nudna i wychodzą. Ktoś rzucił pomysł, żeby wziąć szampana i uczcić Nowy Rok w plenerze, konkretnie na Placu Zamkowym pod Kolumną Zygmunta. Tak tez się stało, było nas pięć osób i wokół ani żywego ducha. Po kilkunastu latach stwierdziłem, że byliśmy prekursorami zabaw sylwestrowych na ulicy, co dziś jest standardem.
A drugi - kilka lat później – w nocnym pociągu którym jechaliśmy w Bieszczady. Tez było wesoło!
To faktycznie,prekursor ![]()
W pociągu to tylko dojeżdżałem w ostatni dzień roku.Dwa razy.Raz do Łodzi,a raz do wspomnianej Szklarskiej…
Ja tylko raz byłem prekursorem.Ale za to niektórzy pamiętają…
W czasach glam rocka i kolejnych rockowych dzieł i arcydzieł,jako pierwszy ośmieliłem się grać piosenki francuskie i ze 2-3 włoskie…
Do dzisiaj pamiętam zdziwienie niektórych ortodoksów:
-Kuluś coor.a,odwaliło Ci? ![]()