Postanowienia, zmiany, odnowa wewnętrzna, odkurzanie siebie od wewnątrz.
No właśnie, czy taki czas jak ten Wielkiego Postu bywa okazją, ażeby sobie rozpacząć coś nowego.
Np. w 21 dni nauczę się nowego nawyku, który stanie się dla mnie naturalny. Wiadomo masz 40 dni, ale już po 21 dniach stajesz się kimś niejako nowym, w nowym wydaniu…
Ciekawa jak dla mnie bywa historia tych postanowień.
Za stara jestem na takie kombinacje.
To masz teraz wybór, albo przez 21 albo przez 40 dni sobie tą mądrość miel w sobie… 
A jeśli Ci powiem, że święta to jeszcze obchodzę, bo lubie atmosferę Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Ale juz Adwent i Wielki Post zostawiam innym.
Dla mnie to czas przygotowan bardziej przyziemnych. Dekoracje, choinka pisanki, kombinacja jak zachować tradycje w innym świecie w końcu ryb w Hiszpanii nie brakuje, karpia nie ma, ale jest pstrąg, owoce morza?
W starych książkach kucharskich wigilijne dopuszczalne.
Wielkanoc to w ogóle - u nas szykuje sie wyżerkę, piątkowy śledzik noże byc zastąpiony abchois w roli głównej.
A tu? Wygłodzenie jacyś, wszystko na słodko i procesja za procesja.
Nie moje klimaty.
A z kościołem to ja bywam jak kiedyś z deskorolka. Każdae w swoja stronę…
Jeśli komuś jest to potrzebne to mam zabraniać? W koncu w tej kulturze sie wychowalam?
A, że wykopałam sobie tu agnostyczno deistyczna norkę? Wyścieloną teoria względności?

