Zapach Twojego dzieciństwa?

Zestawiłem kilka motywów-zapachów i wyszło mi że nic nie przebije pasty do podłogi.Przed świętami i nie tylko…
I jeszcze jabłka na rynku…
Oczywiście jest także uryna klatek schodowych ale zostawmy to…
Wolę pamiętać zapachy domowych wypieków…Babcia rządziła!!!
I coś bardzo specyficznego…Zapach wełnianych rękawiczek,migiem oblodzonych w trakcie prawdziwej zimy…

Pamiętam zapach pasty do podłóg. Nieraz za karę musiałem jechać podłogę, a potem jeszcze szmatą froterować. :joy:

Na zawsze zostanie mi w pomięci zapach wsi. To był zapach wakacji. Wróć! Do była cała gama zapachów. świeże siano w stodole, owoce w sadzie, stajnia, obora i chlew. Może mieszczuchowi będzie to trudno zrozumieć, ale ta kompozycja wcale nie była przykra. Osobiście od dziecka uwielbiałem dwa zapachy, jeden od parzenia kartofli dla świń w specjalnym parowniku a drugi, to konie. One zawsze pachniały mi cudownie.

Jako chłopak bardzo lubiłem też woń z wnętrza samochodów. Kiedyś tapicerki były skórzane i zapach skóry mieszał się z zapachem benzyny, dawało to piękną mieszankę zapachowa.

Aha, dziś tego zapachu nie ma ale kiedyś ta naturalna i rzekomo niezdrowa świeża wędlina pachniała znakomicie i też tak smakowała.

Pasuje mi zapach stolarni, zwłaszcza tej dawnej, drewno, kleje, lakiery.

Tak.To jest bezdyskusyjne…
Wieś? Nie miewałem za wielu kontaktów ale w podpoznańskiej Kobylnicy,po prostu odpływałem w ogrodzie.Róże,śliwy,agrest…
I jeszcze w Turku koło Konina.Te porzeczkowe krzewy przez które przejść się czasem nie dało…
I kwiaty…Nie znam nazwy..Biało liliowe platki…I te szeregi irysów…A po środku była altana
Może dlatego to tak dobrze pamietam bo tam,w tej altanie,była Ala.W białej sukience,z włosami tak czarnymi jak atrament tylko być może…
I pieprzyć te wszystkie krzaki…
Ona była tą pierwszą która na serio,zawróciła mi w głowie

Różne zapachy dobrze mi się kojarzą. Głównie jedzenie u babci. Coraz rzadziej czuć takie zapachy

Człowiek się starzeje to i zmysły tępieją.Trzeba i to wziąć pod uwagę…
Faktycznie jednak jedzeniowe zapachy z tamtych lat,raczej dzisiaj nie istnieją…Czasem na rynku zawieje…Poza tym jednak dominuje olej od frytek,big macki i temu podobne…Nawet w moich ulubionych"barach mlecznych" nie pachnie schabowym…
No może czasem jakieś pierogi…
Tylko,tak jak wspomniałem…Człek już nie ma 10 lat :innocent:

Dawno już nie czułem zapachu konii, obornika i papierosów, więc wychodzi na to, że to są zapachy mojego dzieciństwa i sporej części młodości.

Zapach pasty do podłogi w soboty jest chyba standardem, bo ja też ten zapach pamiętam. Dochodzi tu jeszcze cotygodniowy zapach szarlotki lub “ciasta kręconego” ( w odróżnieniu od szarlotki, w której jest ciasto kruche błyskawicznie zagniatane, - ciasto “kręcone:”, to było takie ucierane wałkiem drewnianym w makutrze - też pyszne), codzienny wieczorny zapach pasty do butów, zapach gotowanych mydlin w kociołku z białą bielizną, zapach malin w ogrodzie babci (uwaga!!! drapią!!) i zapach czarnej porzeczki - ten zapach był dla mnie cudowny, taki pokrzywowy i mogłam stać przy porzeczce długo tylko dla wąchania, zapach krowich placków u drugiej babci na wsi - wcale nie jest odrzucający - mi nie przeszkadzał i zapach jabłoni z jabłkami u tej drugiej babci a także zapach (a raczej smród) świeżego krowiego mleka, prosto od krowy, które we mnie wmuszano do czasu aż zaczęłam je zwracać. Było obrzydliwe i było mi po nim niedobrze. Brzydziłam się go tak bardzo, że płakałam na wieść, że jedziemy do drugiej babci właśnie z powodu strachu przed zmuszaniem mnie do picia tej obrzydliwości.

Z mlekiem krowim świeżo udojonym z pianką i jeszcze cieplutkim miałem odwrotnie. Specjalnie rano wstawałem na poranne dojenie, poprawiałem w południe i wieczorem. Nie tylko było pyszne, ale czułem się po nim znakomicie, mając w sobie taką świeżość i energię. Mlekiem zapijałem nawet jabłka ku początkowej zgrozie moich ciotek ale jak zobaczyły , że mi nic nie jest, dały spokój. To świadczy jak różnią się ludzkie organizmy. Moja mama reagowała na mleko podobnie jak Ty. Nienawidziłem za to kożuchów, od samego patrzenia chciało mi się wymiotować. Za to zsiadłe albo maślanka, to tej pory są moim przysmakiem.

Przepraszam ze się wtrącę ale…To było tak jaskrawo odczuwalne i bardzo mi tego brakuje.
Otóż dawno temu,każde mleko działało na mnie tak jak to opisałeś.A piłem tego hektolitry i nie było dnia w dzieciństwie bez przynajmniej dwóch wielkich kubków kwaśnego mleka!
Do tego dochodziły wczasowe i obozowe zupy mleczne które bez jakiejś przesady ale jednak lubiłem.

Zupy mleczne jadałem aby tylko kożuchów nie było.

Jest parę takich zapachów ale na myśl przychodzą mi tylko wiejskie zapachy tj. zapach krowiego łajna, zapach pomarańczy i mandarynek ale to już nie na wsi

Dobra, to u mnie zapachem dzieciństwa, który mocno pamiętam to podobnie jak kolega collins02 pamiętam zapach przemoczonych w lutowym/marcowym śniegu rękawiczek gdy chciało się jeszcze coś na dworze porobić, a wszystko topniało oraz specyficzny, chłodny zapach domu mojej babci, w którym często bywałem i często się bawiłem.
Niestety tego już nie ma bo zmysły nie te. Co najwyżej mogę sobie rękawiczki przemoczyć bawiąc się beznadziejnie w brei pośniegowej licząc na to, że to coś jeszcze da. A potem wrócić do domu z mokrymi i przemarzniętymi rękami pomstując na zimę, że nigdy nie jest taka jak chcę. I wypić herbatę z cytryną patrząc przez zachuchaną szybę na zapadający na blokowisku zmrok i blade światła z bloku na przeciwko. Pozdrawiam :))

Wszedlem kiedyś na krowia minę…W okolicy Puszczy Nadnoteckiej gdzie w połowie lat 80-tych,spędzaliśmy tak letnie tygodnie jak i zimowe…Piękne,beztroskie czasy…I do tego prawdziwe zimy :blush:
Ale wróćmy do owej miny…Otóż przyszło mi trochę poszybować i spaść na 4 litery :innocent:Jako że było ciepło,wszedlem z ta "nadbudowa"prosto do jeziora i…pobyłem tam trochę :grin: Było jednak wokoło tyle zapachów że wszystko się rozmyło w tej intensywności i ilości..
A tam wszystko pachniało dziwnie intensywnie.Iglasty lasek, kórnik,nasza kuchnia czy kosze pełne jabłek…