Jakiś trudny dzisiaj do odtworzenia,specyficzny przekaz skrótów piłkarskich w latach 70-tych w niedzielnych wiadomościach sportowych,maksymalnie rozbudzał wyobraznie właśnie wtedy gdy pokazywano bramki z ligi angielskiej…
Fani Bayernu czy Barcelony byliby bardzo zdziwieni [ci małoletni przede wszystkim…] gdyby zamienili choć kilka słów z dawnymi fanami FC Liverpool…Z pewnościa bowiem,była to pierwsza taka ekipa zagraniczna która w całym kraju wzbudzała jakiś wręcz irracjonalny zachwyt…
Poza 2-3 meczami puszczanymi u nas jedynie od święta [jakiego to już nie pamiętam…] nie było przecież stałego kontaktu z ligą angielską…
A jednak wtedy,nie było niczego bardziej legendarnego.A najbardziej legendarny był stadion Anfield Road w Liverpoolu…
Kevin Keegan,John Toshack,Emlyn Hughes czy Bruce Grobbelaar w bramce…Graeme Souness…Te nazwiska w latach 70-80 po prostu elektryzowały…
A po transmisji jednego z meczów FC Liverpool,narodziła się legenda tzw. super sub czyli Briana Fairclougha…Ten chłopak wchodził w 2 połowie i brał mecz w swoje ręce… ![]()
Tak było…
A dzisiaj odszedł Kevin Keegan…
Jeden z najlepszych rozgrywających swoich czasów.“7"wszechczasów jak mawiano i czasem mawia się do dzisiaj…
Ile razy wybiegałem na boisko,myśląc WYŁĄCZNIE o tym co ostatnio pokazał Keagan!
Drybling,prawa noga wyprzedzająca chyba nawet myśli wychodzących do niego obrońców…Strzał niemal z każdej pozycji..
Kto wtedy tak"ciągnął grę”?Mieli swoich Holendrzy,Niemcy czy Włosi ale to Kevin stał się legendą…
Było tak ze 2 razy gdy widziałem jego"ducha" w grze naszego E.Smolarka.Chwilą jedna czy druga ale było!
Człowiek czuje się czasem jakby mu atutowa karta wypadła z ręki…
Smutno…Smutno gdy całe dzieciństwo czy młodość nagle staje przed oczami..
Ale to już taka teraz norma.Czas nie czeka na nikogo [Rolling Stones].
You’ll Never Walk Alone!