A gdy oni zamieszkają razem?

Właśnie w telewizji poruszono ten temat. Czy chciałbyś zamieszkać z dziewczyną? (o to pytają się single i tu raczej kwitują, że chyba musieliby upaść na głowę z dużej wysokości)
Ci, którzy są razem trzaskają -Widziały gały co brały i ciesz się, bo mógłbyś trafić gorzej!
Pada kwestia wydzielonych półek w mieszkaniu dla tego nowego lokatora, pytań o kolejne rzeczy -a po co Ci to? a po co Ci to? a po co Ci to?..

A co Wy myślicie o wspólnym zamieszkaniu? o tym jak to sobie wyobrażacie? jak skomplikuje to wasze życie? a jeśli macie ten krok już przerobiony, to jak wspominacie ten moment, gdy on/ona wkracza w Waszą przestrzeń? jak się z tym czuliście? co Wam przeszkadzało?

Uważam że młodzi ludzie którzy chcą ze sobą żyć powinni razem zamieszkać. Przed ewentualnym ślubem. Tylko tak się dobrze poznają

Nareszcie na swoim. Byla to naturalna kolej rzeczy.
Teraz od lat mieszkam sama i pewnie byloby trudno. Ale jak sie chce z kims byc, to sie nie da za dlugo na odleglosc.

Mozna nawet i po slubie, ale narzeczenstwo to nie kwestia paru miesiecy i do oltarza czy USC. A ile par mieszka na kocia lape przez lata i po slubie pare miesiecy i sie rozwodza. Juz nie mowiac o sytuacji, kiedy pojawia sie dziecko i rzeczywistosc robi sie wrzeszczaca?

Chyba normalne,że związek to akceptacja na wkroczenie czyjegoś życia w nasze.
A i tak potem następuje poznawanie swoich prawdziwych charakterów i zachowań.
I nasze opinie nic nikomu nie dadzą…bo wszystko weryfikuje rzeczywistość.

Ja nie mam doświadczenia w tej materii. Ale u Juli bardzo dobrze się sprawdziło: przed ślubem po prostu się wychowali… :grin:

Ale to jest chyba pytanie do 20-latkow…Sa tu tacy [procz jednego]?

Mieszkałem ze swoja narzeczona pół roku przed slubem. Nic strasznego sie nie działo. Zaczyna się dopiero po slubie :slight_smile:

Lepiej żeby para wynajęła coś wspólnie. Zwykle gdy jedno wprowadza się do drugiego ten którego jest lokum ma jakieś swoje zasady, swoje wymagania… No i potem problem, kiedy się związek kończy i trzeba kogoś “eksmitować”… :upside_down_face: Ale znam też kilka sytuacji gdzie młodzi mieszkali u rodziców w domu i po prostu dobierali sobie parę do wspólnego mieszkania w swoim pokoju… Trochę dziwne jak dla mnie, ale może zbyt sobie cenię niezależność i osobne mieszkanie…

Byłam z facetem 6 lat, pomieszkslismy tylko miesiąc. Nie warto czekać że wspólnym zamieszkaniem.

@okonek Może właśnie ta “kocia łapa” ludzi trzyma razem, ta świadomość że w każdej chwili można się zwyczajnie, bez zbędnych formalności, rozstać…

Bo tu taka geriatria? :upside_down_face: Ludzie po 20tce też miewają nowe związki i nowe wspólne zamieszkania…

Moi znajomi spikneli się grubo po 30tce i teraz mieszkają wspólnie w jej dawnym mieszkaniu.

Moze byc i mieszkanie jednego z nich, byle po remoncie :grinning::rofl:
Bo czlek zwierze terytorialne i swojego stanu posiadania podświadomie bronic bedzie.

I mają takie dylematy jak nie przymierzając jedynak?Nie zauważyłem. :upside_down_face:
Ktos juz tu odpowiadal,chyba Pelagia,najlepiej.

@collins02 Widać, potrzebujemy tu, na forum, młodej krwi :slight_smile: Ja tylko pomieszkiwałam “za młodu” nie mieszkałam z kimś tak oficjalnie cały czas…

Teoretycznie nie mam nic przeciwko.W praktyce pozostaje strach przed szamboterią.

U nas było nietypowo, bo mieszkalismy ze soba zanim zostalismy parą :smiley: Wprowadzil się do mojego domu, ktory dzielilismy z innymi osobami. Na poczatku go nie lubilam, ale po kilku miesiacach się zaprzyjaznilismy, a reszta jest historią :stuck_out_tongue: po 2 miesiacach zamieszkalismy w jednym pokoju, no bo po co placic za 2 skoro i tak zawsze spedzalismy czas razem. Dzielilam w przeszlosci pokoje z dziewczynami i on na pewno jest lepszym wspollokatorem niz one :stuck_out_tongue: przynajmniej nie podbiera mi ciuchow i kosmetykow :stuck_out_tongue: Teraz mieszkamy w domu z jego bratem i dziewczyną brata. Nie mam zadnych zastrzezen do mojego bubusia jako wspolmieszkanca. Wyniesie smieci, odkurzy, gotuje wiekszosc obiadow :slight_smile:

A ja mam dużo młodszą i ładną sublokatorkę, taką babę z ostrym pazurem. I co ja poczciwina birbancina, mam się żalić, czy chwalić? :grinning:

A to my mamy to wiedzieć? Przecież nie wiemy czy… no mniejsza z tym :innocent: