ostatnio w moim mieście odbył się koncert D. K.
Koncert jak koncert. Moja “Frau” dostała z pracy bilety. Wybuchła jednak afera ponieważ co bardziej przedsiębiorczy pracownicy, zaczęli odsprzedawać bilety. Czy to wyraz przedsiębiorczości czy oszustwa?
W końcu koniki też wykupują “miejscówki” I odsprzedają.
Czemu od razu oszustwo, jest to jednorazowe wydarzenie, i powiedzmy, że macie pragmatyczne podejście do tematu. Lepiej utrzymać dom, niż maronować się na jakiś wydarzeniach koncertowych. Jednym słowem jest to wyraz przedsiębiorczości jak dla mnie.
Gdyby się to robiło ustawowo, to wówczas jest to już jakaś degradacja.
Jeżeli sprzedali je drożej to oszustwa
Jest to zjawisko wystepujace w przyrodzie. Nam się kojarzy nezbyt dobrze.
Wielu organizatorów wprowadza bilety imienne, ale?
Biznes to biznes…
Nastepnym razem może pracodawca się zastanowi czy warto?
Dlaczego? Prawo rynku. Oszustwo jesli od tego podatku nie zaplacili.
Jeśli to nie jest stała działalność, to jaki podatek.
A bo ja wiem? Zapytaj polskiego urzedu skarbowego. Juz jakis przepis znajdą.
urzędu nie brałem pod uwagę😁
skoro działalność to może jeszcze ZUS.
Oszustwem nie jest, bo byłoby traktowane wg przepisów kodeksu karnego, a odsprzedanie (z zamiarem zysku) biletu na imprezę artystyczną, podlega pod kodeks wykroczeń.
Tak więc odsprzedanie biletu nie jest oszustwem, a jedynie wykroczeniem.
Bilet można odsprzedać jedynie po cenie, jaką ustalił organizator imprezy, czyli po cenie zakupu albo niższej. Taka operacja nie nosi znamion chęci zysku, więc wykroczeniem nie jest.
Przedsiębiorczość? Też nie. Bilet został przekazany z ręki do ręki za cenę nominalną. Sytuacja win-win. Pracodawca też nie stracił, bo jest obojętne, czy na koncercie bawił się Stefan, czy Roman. Koszt zakupu biletu zostały zaksięgowane jako pasywa.
Wygranym jest artysta i organizator imprezy, bo przekazaniem (odsprzedaniem) biletu, zadbano o większą publikę na koncercie, co wpłynęło na jego rentowność.
Nie rozumiem, po co ta afera
Ludzka chęć zysku zwycięża?
Poza tym jesli pracownik otrzymal bilet bezplatnie to proba odsprzedania go po cenie nawet nominalnej, w swietle tego co piszesz, jest juz wykroczeniem.
Wykroczeniem przeciwko komu/czemu?
Jest wprawdzie dowód zbrodni, ale nie ma ofiary (poszkodowanego)
Wszyscy zadowoleni.
Wykroczeniem wobec pracodawcy byłoby, gdyby uczestnictwo w imprezie podyktowane byłoby względami zawodowymi. Pracodawca daje pracownikowi bilet na imprezę, o której pracownik ma np. napisać artykuł do gazety, strony internetowej. Pracownik odsprzedaje swoje narzędzie pracy (bilet) i idzie na piwo, a artykuł pisze na podstawie opowieści uczestników imprezy.
No tu juz tworzysz precedens. Zakladajac, że bilet ten ma sluzyc czemus wiecej niz forma rozrywki czy odpoczynku? Choc nie mozna wykluczyć, ze ze wzgledu na gust muzyczny, dla pracownika zdrowiej byloby taki bilet odsprzedać. Bo mikt chyba nie lubi uszczęśliwiania siłę.
Ile to razy, gdzieś się widziało komuś z ręki lub z kieszeni wypadł niepostrzeżenie banknot, czy od razu łapaliśmy go i wołaliśmy tą osobę, czy zwyczajnie dyskretnie zawineliśmy go wokół paluszka…
Tutaj to jest chyba ta chęć zysku, która się odzywa.
Na pieniadze wszystkiego nie przeliczam.
Bywa usluga za usługę. I to niekoniecznie od razu?