Wyobraźmy sobie, że alkohol nie istnieje. Nigdy go nie odkryliśmy, nie zdążył zakorzenić się w naszych kulturach, religiach, tradycjach i obyczajach. Nie ma toastów weselnych, piwa po pracy, wina do kolacji ani szampana na powitanie Nowego Roku.
Aż pewnego dnia ktoś odkrywa tę substancję.
Zaczynamy badać jej działanie. Okazuje się, że wpływa na pracę mózgu, zaburza osąd sytuacji, osłabia samokontrolę i zwiększa ryzyko wypadków. Przy regularnym spożywaniu może prowadzić do uzależnienia i poważnych chorób, w tym nowotworów. Może przyczyniać się do przemocy, rozpadu relacji, zaniedbywania dzieci, problemów zawodowych i rodzinnych. U części osób stopniowo przejmuje kontrolę nad życiem, odbierając im zdrowie, pieniądze, relacje, a niekiedy również życie.
Jak zareagowałoby nasze społeczeństwo?
Czy pozwolilibyśmy reklamować tę substancję jako sposób na udany wieczór? Czy zachęcalibyśmy do jej spożywania w reklamach, filmach i serialach? Czy podawalibyśmy ją na rodzinnych uroczystościach, a potem bez większego zastanowienia wsiadali za kierownicę, licząc na to, że wypiliśmy wystarczająco mało? Czy uznalibyśmy, że jest naturalnym elementem dorastania, randkowania, świętowania i radzenia sobie ze stresem?
A może uznalibyśmy ją za substancję, której dostępność należy ograniczyć, a promocja i sprzedaż powinny podlegać ścisłej kontroli?