Witam. Co myślicie o osobach bez prawa jazdy? A szczególnie jeśli ta osoba jest około 40-letnim mężczyzną.
Możecie też napisać Wasze pierwsze skojarzenia: Czy ta osoba straciła prawo jazdy czy nigdy go nie miała? A jeśli straciła, to z jakich przyczyn? Albo z jakich przyczyn nigdy go nie zrobiła?
Moja żona zrobiła prawo jazdy będąc pod pięćdziesiątkę. Stwierdziła, że mogła zrobić wcześniej, ale w młodości samochody były drogim luksusem, a kobiety kierowcy były rzadkością. Później nie miała ciśnienia, bo ja ją wszędzie woziłem.
Nie, prościej i logicznie byłoby: licencja kierowcy. Tak jak licencja pilota, przewodnika czy wielu innych zawodów wymagających uprawnień. Przecież nie mówimy że pilot ma “prawo lotu”.
Tak sobie o czymś pomyślałem…
Do 1988 roku nie miałem prawa jazdy.Po prostu za komuny nie wyobrażałem sobie by mieć samochód.No i nie miałem…
Podobnie jak moja siostra której prawko znalazłem po pożarze,niemal nietknięte,z jakimiś dokumentami w szufladzie…
Ciebie to powinno rajcować bo nigdy nie zasyfiłem środowiska naturalnego a ŻYJĘ!!! I to dostatnio
W przypadku mieszkańców wielkich miast można jeszcze pomyśleć, że komunikacja zbiorowa jest dla nich wystarczająca, ale co pomyślelibyście o mieszkańcu wsi lub małego miasteczka bez prawa jazdy? Jakim typem człowieka według Was jest taki człowiek bez prawa jazdy na wsi lub w małym miasteczku?
Od ponad 25 lat nie biorę w tym udziału ale wydaje mi się że jest dokładnie na odwrót.Im większa aglomeracja tym większa potrzeba szpanu.
Tym większy pęd i tempo…Tym większe wyobrażenie że inaczej się nie da.A komunikacja miejska radzi sobie sto razy lepiej niż za komuny
No właśnie nie. W dużym mieście jesteś anonimowy, wiec ten szpan zauważą tylko osoby postronne. W małym mieście przejedziesz niezła furą kilka razy po ulicach i juz wszyscy wiedza, ze jesteś gość. Zresztą widziałem na własne oczy takie sytuacje, gdy bywałem u teściów w powiatowym mieście w świętokrzyskim. Niezły samochód po tuningu z grupką młodych ludzi odbywał przejażdżki po mieście bez widocznego celu, ot tak, żeby sobie pojeździć.
Z tą wsią to chodzi przede wszystkim o to, że samochód to bardzo często jedyny dojazd do pracy zarobkowej albo traktorem trzeba jeździć. Więc co pomyślelibyście o osobie mieszkającej na wsi lub w małym miasteczku niemającej prawa jazdy?
Tak,zgadza się…Miałem na myśli to co w Anglii nazywa się po prostu"close". Czyli małe,jednokierunkowe uliczki.Na takiej się wychowywałem czy to w Poznaniu,w Chorzowie czy w Turku.I oczywiście w Toruniu
Takie happeningi dzieją się wszędzie, bez względu na wielkość miejscowości czy miasta. Różnica jest jedynie taka, że w mniejszych miejscowościach dociera się z takim przekazem do znacznie większego procenta “tambylców”.