"— Warto zastanowić się, jakie hobby i zainteresowania są związane ze stanowiskiem, na które się aplikuje. To dodatkowe pole często jest niedoceniane przez poszukujących pracę, a warto tam pokazać, że np. pasjonujemy się obszarem, w którym zamierzamy pracować, a grając w koszykówkę, możemy wskazać, że gra zespołowa to nasz konik — wskazuje ekspert.
Nie zaszkodzi też poinformowanie potencjalnego pracodawcy o naszej działalności charytatywnej. To pokaże naszą “empatyczną stronę”, ale możemy też np. się zaprezentować jako sprawni organizatorzy, jeśli jedna z naszych akcji charytatywnych odniosła spektakularny sukces."
Kiedyś w firmie w której pracowałem przyjęto dziewczynę która miała w CV “biegła znajomość komputera”
Laska usiadła przy kompie i miała problem z włączeniem bo nie był to laptop… Kariera jej była krótka. A sam kiedyś dostałem służbowego lapka i z 2 minuty szukałem włącznika który był w dość nietypowym miejscu.
Zero inwencji w kombinowaniu. Jak kłamała to chociaż powinna była się zmobilizować do działania…
ps Mogliście jej chociaż nie wyłączać z gniazdka tego kompa…
Problem polegał na tym że ona nawet nie pomyślała że komputer może być stacjonarny i stać przy jej nogach. No i zamiast zapytać kogokolwiek poszła się żalić szefowi.
Co ja sie naczytalam CV? I to w komunie? raczej nie odrzucałam tych podan o prace, bo to sie tak wtedy nazywalo ? Życie weryfikowało, a te podania? Tlumaczyc sie do kolejnego pokolenia z pochodzenia, czy aby poprawne?
Takie fałszowanie ma krótkie nogi. Trafiła mi się dziewczyna, która, oprócz dyplomu z nauczania początkowego, pochwaliła się biegłą znajomością angielskiego i niemieckiego oraz prawem jazdy (co to szkołę obchodzi?). Dostała pracę, ale już jesienia zorganizowaliśmy wymianę uczniów z “zaprzyjaźnioną” szkołą niemiecką. Owa pani została przydzielona jako tłumaczka dla grupy niemieckiej podczas zwiedzania Poznania. No i klapa. w niemieckim nie mogła się dogadać, więc przeszła na angielski. Miała pecha, no niemiecki nauczyciel znał angielski “po łebkach”, starszy człowiek, uczył się francuskiego (przynajmniej tak twierdził, ale może tylko nie chciał mówić po angielsku? kto wie?). Trochę posiłkowała się dziećmi, bo te uczyły się angielskiego, tyle że była to piąta klasa, więc sami jeszcze niewiele umieli.
Nasza bohaterka najadła się wstydu.
Dalsze losy tej pani też były “ciekawe”
Hobby wpisywane pod ofertę to chyba przesada…zwłaszcza, jak człowiek nie ma wyobrażenia o pracy, do jakiej aplikuje
Może ta dziewczyna uznała, że i tak nikt tego nie sprawdzi…zresztą w pracy niekoniecznie trzeba coś umieć-najważniejsze być lubianym przez przełożonego, który i tak często nie ma ochoty płacić za umiejętności ale z cudzej wiedzy chętnie sam chce mieć korzyść.