Przypomnę, że w dawnych czasach było to standardem - królowie, książęta walczyli razem z rycerstwem bezpośrednio na polach bitew i często w nich ginęli, jak choćby Władysław Warneńczyk czy Henryk Pobożny (@birbant da zaraz bez liku innych przykładów)
Zawsze powtarzam ze wojny wymyślają przywodcy a giną w nich zwykli ludzie. Na dodatek czesto niezaangażowani cywile.
Ciekawe pytanie,spostrzeżenie…
Co do historii,nie da się udzielić tutaj jedoznacznej odpowiedzi na pytanie"jak było".
Tendencja jedynie,była taka że im bliżej naszych czasów tym rzadziej wodzowie się pokazują…
I w tym miejscu oczywiście cała seria wyjątków.Taki generał G.Patton praktycznie był obecny na froncie non stop…Omar Bradley mimo iż pełnił wiele funkcji"sztabowo biurowych",wiele mu nie ustępował.
Najgorzej objawiła sie owa tendencja w czasie I wojny światowej gdy wszyscy byli schowani w swych gabinetach a na froncie ginęły setki tysięcy ludzi…
Zmieniają sie jednak czasy i wystarczy kilkadziesiąt lat różnicy i…wojna do wojny nie jest podobna niemal wcale.Dzisiaj wódz na froncie to rzecz zbyteczna skoro na ogół…nie ma frontu.Są ostarzały,bombardowania a eliminowanie jakichś rzezników czy tyranów bardziej przypominają operacje chirurgiczne czy ewentualnie jednorazową robotę snajpera niż jakąkolwiek wojnę znaną nam z historii.
Oczywiście są wyjątki i takim wyjątkiem jest Ukraina gdzie wojna bardziej przypomina bitwę nad Sommą niż cokolwiek współczesnego.Oczywiście zachowując wszelkie proporcje…
Dzisiaj wojna na ogół wygląda tak że bohaterowie są"zbyteczni".Natomiast utrata kogoś znaczącego nie tylko może paraliżować ale i ma w sobie znaczenie dla morale…
Jeszcze ciekawiej jest z islamcami.Oni nie tylko uwielbiają mordować ale także uwielbiają umierać!Garną się do tego tak że aż trudno zrozumieć ich wściekłość gdy kogoś im odstrzelimy.Oczywiście jest ta"subtelna" różnica dotycząca decyzji.Jak zabija wróg to śmierć wrogowi.Jak islamiec podejmuje decyzję o wysadzeniu się w tłumie to idzie do raju
I z tym walczyć się nie da…
Ale to tak na marginesie bo nie o to pytasz…
Czy jednak utrzymując stan znany nam z historii,zmniejszyłibyśmy ilość konfliktów…Fantazji ułańskiej tu chyba trzeba ale i tak,nie sądzę.
Królowie i generałowie walczyli ale ministrowe czy prezydenci już raczej nie
A wojen było znacznie więcej kiedyś niż dzisiaj…
Na pewno zastanowili by się 10 razy zanim wykonaliby telefon do dowódcy
Dziś włodarze świata nie mają honoru. Jeśli wygrywają to piszą historię a rodziny poległych dostają ordery i flagi
Jeśli zaś przegrywają to uciekają z kraju zastanawiając się jaki deal z wrogiem będzie najmniej bolesny
Nie jestem ekspertem ale ani ten żołnierz nie jest pancerniakiem ani ten czołg nie jest z drugiej wojny.Raczej z pierwszej wojny.Mogę się mylić ale jeśli tak to wtedy Patton nie był jeszcze generałem…
Jeden pancerniak wystarczył do obsługi dmuchanego czołgu z krzywą lufą.
Chyba jednak się myliłem…Tego czołgu w I wojnie nie było.
Niemce w 1944 też się dali nabrać.
Shermany dla oszczędności paliwa były noszone przez czterech pancernych.
I dowódca tej dmuchanej armii na pierwszej linii frontu
Generał George Patton. Trochę zdyszany, bo wszystko trzeba było nadmuchać.
To juz by si postarali front n a tyly
przeniescc.


