Mój syn, jako aktywista klimatyczny wywalczył uratowanie stuletniego dębu, który miał być wycięty pod budownictwo mieszkaniowe. Dzięki jego działalności, również w mediach, spółdzielnia w końcu zgodziła się sfinansować przesadzenie dębu o kilkanaście metrów poza obręb fundamentów nowego budynku. Operacja odbyła się jesienią i w zasadzie się udała. Jednakże, teraz widać, że główne gałęzie są suche, nie ma na nich liści, natomiast drzewo wypuszcza nowe pędy i odrosty z liśćmi na konarach. Czyli, że jednak system korzeniowy działa. Ale co może być przyczyną usychania gałęzi? Czy ten dąb przetrwa i będzie nadal rósł?
Starych drzew podobno się nie przeszkadza.
Obserwuj. Może się ogarnie w przyszłym roku
Znalazłem w AI informacje że w ten sposób drzewo walczy o przetrwanie i w przypadku dębu może to potrwać nawet kilka lat.
Fajna inicjatywa ale starych drzew się nie przesadza. Syn osiągnął tylko kosztowne przeniesienie. A na moje oko to ten dąb nie ma 100 lat.
Ma, posadzony był w latach 20 ub. Wieku. Przed przesadzeniem miał znacznie większą koronę , teraz wyglada jak odchudzony.
W przypadku tego drzewa na dwoje przysłowiowa babka wróżyła. Tak okazałe drzewo ma o wiele bardziej rozbudowany system korzeniowy, niż udaje się przenieść w przypadku przesadzania tak wiekowych drzew. Podejrzewam, że w tym przypadku drzewo zostało zubożone o dość istotną część systemu korzeniowego, zwłaszcza tych najdrobniejszych włośnikowych. Teraz drzewo funkcjonuje w trybie przetrwania, odżywiając niezbędne minimum i odrzucając wszystko, czego nie jest w stanie zaopatrzyć w wodę. Poza osłabieniem w tym momencie to drzewo będzie bardziej podatne na wszelkie drzewne choroby. Dotychczas przesadzanie tak wiekowych drzew najczęściej kończyło się niepowodzeniem.
Według mnie cała ta akcja nie powinna mieć miejsca, bo koszty były z pewnością niebagatelne, natomiast finalnie nie da się przewidzieć powodzenia całego przedsięwzięcia i statystyka przemawia na nie. Podejrzewam, że w zamian można byłoby zafundować nasadzenie alejki 3-4 metrowych drzew w tym miejscu i sadzonek na hektar lasu, które aktywiści mogli by zasadzić w porozumieniu z podwarszawskimi nadleśnictwami. Efekt ekologiczny byłby pewny, wymierny i aktywiści w końcu zrobiliby coś naprawdę pożytecznego.
Ja takim miłośnikiem zieleni nie jestem. Drzewa trzeba sądzić z głową. Na osiedlach unikać owocowych bo to potem gnije i latają owady. I pamiętać należy by nie sądzić tam gdzie parkują auta i chodzą ludzie - jak najdalej od krawędzi chodnika.
Taka brzoza potrafi w sezonie urosnąć ponad 100 cm
No i warto pomyśleć o osobach grabiących liście. Podobno najgorsze są tu wierzby
Rozumiem, że gdy drzewo nie ma głowy, to nie sadzimy. ![]()
W Słupsku gdziem mieszkał na naszym blokowisku nasadzono spore ilości topoli. Było to jeszcze w latach 70. One, te topole błyskawicznie rosną. Po dwóch, trzech latach od nasadzenia, trzeba było zapomnieć o otwieraniu okien latem kiedy puszczały pyłki. Te pyłki były wszędzie i wciskały się w każde miejsce, taki letni śnieg tylko topnieć nie chciało.
To nie sa pyłki lecz nasiona. Nie uczulaja, ale strasznie śmiecą
No tak, takie białe i lekkie, wszędzie się wciskają. Akurat nie jestem dendrologiem. ![]()
Topola to pasożyt. Podbiera pożywienie innym roślinom w pobliżu i rośnie jak chuj*j
W PRL tak zazieleniano osiedla. Byle dużo, byle szybko, byle jak. Zresztą, tak było ze wszystkim.
Topola jest dobra na homonim!
Tak, ale ja zapodam kalambura:
Miejsce w rankingu Aleksandra mała,
Gdy rosła, na biało wszystko zapylała. ![]()
Do rebusu topola też jest całkiem niezła.
Rododendron jest jeszcze lepszy … ![]()
Wierzę Ci na słowo!
![]()
Jemu wierzyć, to tak jak wróżyć z książki kucharskiej. ![]()
A co? Oszukuje czasem? ![]()
Czasem to on nie oszukuje.
