Czy niski przyrost naturalny doprowadzić naszą cywilizację do upadku?

Pytanie zainspirowane artykułem w Gazecie Prawnej. Autor artykułu, za jakimś socjologiem, wysnuwa hipotezę, że mała dzietność = mała liczba naukowców i inżynierów = mała liczba innowacji. W myśl tego artykułu czeka nas cywilizacja oparta na opiece nad seniorami i próbie utrzymania infrastruktury (a także kultury) jaką mamy w tym momencie. Żadnych zmian, nowości, rozwoju… Wynik: wielki skansen, olbrzymie muzeum… Co Wy na to?

Pytanie o demografie. Jeśli czegoś z tym nie zrobimy to staniemy się landem czarnuchów

A w krajach gdzie rozmnażają sie bez opanowania,jest niby więcej naukowców???No co za bzdura…Przecież ich tam w ogóle nie ma! Pół biedy jeśli się pisarz trafi…A jeśli się trafi to zazwyczaj musi wiać na emigrację by życie zachować…
Nie rozumiem…Od dłuższego czasu ciągle jakieś apokaliptyczne teorie,jakieś maniakalne ubieranie się w kieckę Kasandry…
Mała dzietność jest problemem.Ale nie cywilizacyjnym!
Stworzyliśmy warunki do wolnego rozwoju myśli,aktywności a jedyne formy niewoli [poprawność polityczna choćby…] ,narzucamy sobie sami.Gdzieś wspominał o tym Jan Englert ostatnio…I nazwał to czasem “decywilizacji”.
Zmiany,jeśli już pada to słowo,mogą być na lepsze i na gorsze.Pojęcie zmiany nie przekłada sie z automatu na tzw.“rozwój”.A już wplątywanie w to kultury,pachnie na kilometr pustosłowiem i demagogią.