Dlaczego nadzieja nie uczy sie na błędach?

Ludzie chorzy na raka mający zajęte węzły chłonne zawsze mają nadzieję i zawsze umierają.
Dlaczego ludzka nadzieja wciąż pozostaje taka naiwna i nie uczy sie na błędach innych nadziej?

Przecież to logiczne w przypadku chorób nowotworowych. Rak to w lwiej części przypadków wyrok. Tym bardziej tam gdzie są przerzuty.

I dlaczego lekarze kłamią że będzie dobrze skoro każdy co najmniej raz w swoim życiu widział/słyszał czym kończy sie rak i jak wygląda zbrodnicza chemia?

Pytanie zainspirowane znajomą mojego ojca. Kobieta miała 5 cm guza piersi. Obecnie ma zajęte połowę węzłów chłonnych, czeka ją zbrodnicza chemia a ona mimo to wciąż ma nadzieję. A wiadomo przecież że to koniec.

Bo nadzieja to matka glupich.
Z rakiem to jest tak, ze czasem sie udaje i kazdy na to “czasem” liczy…

Do czasu. W końcu każdy do każdego dociera, że to game over.
Ale ta nadzieja często przedłuży życie. Gdyby człowiek od razu się poddał, to wykończyłby się szybciej,

Ja sie poddam. Nie chcę być łysym szkieletem w trumnie.
Samobójstwo.

Dla natury jest całkowicie obojętne, kto i kiedy i na co umiera. Ona to uzupełnia następnymi egzemplarzami.

Stan po śmierci dla danego życia jest tym samym, co przed urodzeniem.
Życie trwa krócej od mgnienia oka w stosunku do istnienia naszej rzeczywistości.

Teraz tak kozaczysz. Gdyby Cię coś dopadło, trzymałbyś się każdej możliwości dającej nadzieję. :slight_smile:

Ale nadzieja nie ratuje.

Ale nadzieja nie ma ratować. Jest potrzebna dla zdrowia psychicznego.

Ale to oszustwo. Nadzieja to kłamczucha.

Z drugiej strony cuda się zdarzają, bez nich nie byłoby nadziei

Nadzieja, to takie cuś, którego, mimo że się nie ma, należy mieć.

. chociażby dla samego miecia.

A co na to Mieciu?

Cudów nie ma. Są przypadki nietknięte nauką.

Ale srodki stylistyczne są :roll_eyes::joy::joy:

Lekarze mówią wprost ile zostało życia, czasami nie pacjentowi ale często rodzinie. Ja bym walczyła, żeby zejść z tego świata z poczuciem, że zrobiłam wszystko co mogłam, a nie czekałam biernie na śmierć. Natomiast jak mam charakter dziełania.

Dopóki trwa życie, dopóty jest nadzieja…

Niekoniecznie koniec.
Dokładnie tydzień temu odbył się pogrzeb w mojej rodzinie.
Zmarła 87 letnia kobieta, która 34 lata temu przeszła operację usunięcia piersi i chemioterapię.
Nie umarła z powodu raka ani koronawirusa.

Zaczynasz życie w pieluchach i tak samo je kończysz, w dzieciństwie masz klocki, rowerek itd, a starość wita balkonikiem :smile::rofl::rofl::stuck_out_tongue_winking_eye:

Znowu???
;(