Inspirowane

Symulacja życia rodzinnego.

Pewnie koniec końców,wyjdzie na to że to nie całkiem nowe ale skoro historia leży na dnie lub poniżej poziomu mułu…
Od WIELU lat chodzi mi po głowie wizja"Orientacji w świecie współczesnym".Geografia,religia,terroryzm,historyczne zródła,polityka,problemy wspólczesności…
Innymi słowy to wszystko co jest w rękach tzw. dziennikarzy którzy obecnie w 90% nie mają najmniejszego pojęcia,o czym mówią.
A sytuacja jako żywo przypomina mi tę ze świata…matematyki.Oczywiście to szczyt bezczelności z mojej strony,bym w ogóle wspominał o matematyce :wink: Ale utkwiło mi w pamięci że,“jak się coś opuści to potem jest tylko gorzej i gorzej”
I tu jest podobnie.Jeśli wiesz coś nt. Kremla a nie masz pojęcia o Syrii czy Libanie to MILCZ na litość Boską i nie kompromtuj się koślawym przepisywaniem zachodnich serwisów nt.Bliskiego Wschodu!
Natomiast czy to powinno objąć szkołę czy jedynie studia…Moim zdaniem,biorąc pod uwagę kompletną niewiedzę i postępujące kretynienie któremu patronuje debilna ministra,KONIECZNIE sprawa dla liceum!!!

Może jako obowiązkowy filozofia.

Od lat ciągle jest coś dokładane do nauki dzieciom, że niby będą mądrzejsze o kolejny przedmiot lub zajęcia. Ja bym miał teorię, że im więcej nauki, tym bardziej niemożliwe jest nauczenie się tego wszystkiego na raz.

Etykę.
:slightly_smiling_face:

Mam odmienne zdanie. Sprawdzałem jaki materiał przerabiał mój syn w podstawówce, a później w technikum - to było maksimum 2/3 tego czego uczono mnie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Niedawno zrezygnowałem ze studiów, przez dwa semestry materiał nie wykraczał poza to co miałem w technikum ponad trzydzieści lat temu.

@Collins02 , to co piszesz nazywa się raczej „Politologia”. Myślę, że nie cieszyłby się ten przedmiot dużym zainteresowaniem uczniów, co więcej, byłby on kolejna okazją do wdrażania takiej czy innej propagandy w zależności od tego jaka opcja polityczna byłaby u władzy.

Ja widzę inny, bardzo potrzebny przedmiot: „Nauka funkcjonowania we współczesnym społeczeństwie” do wprowadzenia jako obowiązkowy w szkołach średnich. Byłby to konglomerat WOSu, socjologii, Edukacji dla Bezpieczeństwa i Podstaw przedsiębiorczości jakie teraz są obecne w szkołach. Co by w nim było? Otóż młody człowiek poznawałby praktyczne tajniki funkcjonowania instytucji państwowych, samorządowych, lokalnych, itp. Dowiadywałby się skąd się biorą w państwie czy jego mieście pieniądze na działalność. Uczyłby się jak załatwiać różne sprawy w urzędach, sądach, przychodniach czy szpitalach, jak rozliczać podatki, skąd się biorą emerytury, jak zarządzać domowym budżetem czy mądrze inwestować oszczędności. Poznawałby zasady ochrony środowiska, recyklingu. W ramach socjologii uczyłby się współżycia społecznego, norm etycznych, dyscypliny społecznej. Poznawałby czym jest resocjalizacja osób skazanych. Z psychologii uczyłby się empatii, tolerancji, podstaw wychowania dzieci, unikania i rozwiązywania konfliktów, umiejętności rozmowy. Mieściłaby się w tym szeroko pojęta etyka. Dalej – dla chętnych nauka prowadzenia samochodu wraz z egzaminem na prawo jazdy czy innych praktycznych zajęć – majsterkowanie, gotowanie, zakładanie własnej działalności gospodarczej i jej prowadzenie, – rzecz jasna bez podziału na płcie.
Krótko mówiąc – uczeń dostawałby praktyczną wiedzę, która jest potrzebna do prawidłowego funkcjonowania w rodzinie i społeczeństwie, a z czym większość młodych ludzi ma dziś problemy.

Wymiar – 3 godziny tygodniowo, z czego 2 godziny w klasie a jedna obowiązkowo „praktyki” – w różnych urzędach, instytucjach, w terenie, rozwiązywanie w ramach ćwiczeń konkretnych spraw urzędowych, osobistych i obywatelskich.
Żeby nie przeciążać uczniów godzinowo, należałoby znacznie ograniczyć materiał z przedmiotów pamięciowych, typu biologia, chemia, geografia i również w nich położyć nacisk na praktyczne umiejętności a nie przysłowiową budowę pantofelka, wkuwanie nazw jezior afrykańskich czy pisanie równań utleniania i redukcji. Oczywiście nie widzę miejsca dla religii w szkole, ale to chyba normalne w nowoczesnym państwie, zamiast tego – religioznawstwo na temat różnych wierzeń bez wyróżniania jakiegokolwiek.

Zakres można by rozszerzyć w zależności od potrzeb i zmian zachodzących w społeczeństwie.

Łacina, już dosyć znany kiedyś język. Teraz by zastąpił utopijną ideę języka Esperanto, który tylko hobbyści uczyli się co najwyżej. Natomiast Łacina język dawnego Kościoła, teraz jest kojarzony ze światem antycznym i z całą przeszłą kulturą.

Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. To raczej ciekawostka, ale zgoda, że podstawy łaciny dużo pomagają, choćby w rozumieniu trudniejszych obcych słów, zwrotów a nawet terminologii medycznej czy kościelnej.

Problem w tym że ograniczenia tego co już i tak zostało wykastrowane [historia,geografia czy j.polski] do niczego dobrego nie doprowadzi.Za jakiś czas dojdziemy do tego co w Anglii..Pojęcie WIEDZY jest przynajmniej podejrzane…
Nie interesuje mnie zainteresowanie uczniów!!!Do licha,im się lektury też nie podobają.Ale to uczeń ma sie UCZYĆ,ma POZNAWAĆ to czego nie zna a Ty masz pełnić rolę NAUCZYCIELA czyli tego co mu to"nieznane" przedstawi lub przybliży.I nic nigdy w tym względzie nie powinno się zmieniać.
Poza tym od wszelkich poczynań “nowej miotły”,najważniejsza jest stabilność.Nie może być tak że co 4 lata,dzieci czy młodzież uczy się zupełnie innego świata wokół nas…
Tak jak było kiedyś…Nauka o literaturze,bezwzględnie powinna iść jako tako równolegle z nauką historii.Od tego historia jest historią aby wykazywać zmiany jakie następowały,konsekwencje wynikające z następujących po sobie faktów.Historia to także nauka myślenia!
I jak ma uczeń rozumieć"Wierną rzekę",wyjątkowo dobrą powieść Żeromskiego skoro akurat dowiedział się że,dajmy na to,Kolumb wielkim żeglarzem był…A za tydzień będą wojny punickie…
To co Ty proponujesz,w lwiej części za moich czasów [a więc i za Twoich] zamykało się w nauce o społeczeństwie i zajeciach praktyczno technicznych.I nie jest winą przedmiotów że jak Polska długa i szeroka,były obiektem kpin i lekceważenia…
Religię bezprecedensowo odarto z sacrum i dlatego także jestem za powrotem do salek parafialnych.Tak jak uważam że odbudowa duchowości jest jedną z najważniejszych szans na przetrwanie narodu a nie robienie z niego szarej,orwelowskiej masy.
Niemniej dochodzę [jak zwykle zresztą] do wniosku że ważniejsze jest wyprostowanie tego co jest aby nabrało sensu,raz na zawsze ZABRONIENIE dochodzenia do stanowisk takim upolitycznionym szkodnikom,takiej pseudointelektualnej chuliganerii jak obecna tzw. ministra!!! Szkoła to nie selekcjonowanie elektoratu!!!
Tak na marginesie…
O jeziorach afrykańskich można przeprowadzić jedną z najpiękniejszych wyobrażalnie lekcji geografii! No chyba że już jest się ofiarą ministerstwa pseudoedukacji [ czytaj ministersterstwa miniprawd].

Nie chodzi o bezmyślne ograniczanie - chodzi o takie ustawienie programów, by były one interesujące a nie przeładowane materiałem pamięciowym, danymi statystycznymi, datami, nazwiskami. Podobnie z literaturą.
A mój pomysł tylko nawiązuje do dawnego WOSu czy ZPT - przeczytaj, to jest jednak cos innego - sama nazwa - Przygotowanie do życia w społeczeństwie!

I niech sobie jest.Przynajmniej tak długo póki nie ingeruje w prawa i obowiązki rodziców.Jak wiemy są kraje takie jak Szwecja gdzie nie jest to w najmniejszym stopniu oczywiste.
Towarzyszka ministra już zamachnęła się,niczym Birkut kiełbikiem,na Powstanie Wielkopolskie.Jak" z zawodu dyrektor" Dobrowolski który przesuwał jeziora na mapie,towarzyszka ministra chciała sie pozbyć zbędnego,powstańczego balastu :enraged_face:
I nie chodzi o to by one były"interesujące" bo dla każdego może to oznaczać coś innego.One mają dawać WIEDZĘ.Wiedzę bezdyskusyjną.Skoro taki przykład…Własnie chodzi o to by daty były ważne.W klasie u mojej córki były lekceważone i w efekcie dla dzieci rok 1025 czy 1410 to był jeden pies…
Daty i przede wszystkim,NAZWISKA to konkret jakich mało.Ma dziecko nie wiedzieć kim był Juliusz Cezar,Archimedes,Szekspir czy Napoleon?Poza tym,bez demagogii proszę! To ma być obciążenie???
Tamte przedmioty miały swoje podręczniki.To raczej Ty sobie przypomnij bo jeśli odrzucić wojenną paranoję i elementy prania mózgu,zawierały sporo praktycznej i użyecznej wiedzy.
Przeczytałem uważnie i…Przyznam że mam wielkie obawy czy z prymusem z takiego przedmiotu poszedłbym na piwo…Baaaardzo wątpię.Ale to już osobny temat bo nie zanosi się na nic rozsądnego w szkolnictwie.
A swoją drogą,ciekawe już teraz…Kiedy,idąc za geniuszem jakim był Bareja,nikogo nie zdziwi poszukiwanie miasta Londyn…

Edukacja życiowa z naciskiem na zajęcia praktyczne

Ale tu nie chodzi o bycie prymusem! Ten przedmiot w mojej opinii nie powinien w ogóle mieć ocen. Za to uczyłby po prostu zycia. Tego szkoła dzis nie uczy.

Tak już bardziej ale…To nie takie proste.Przedmiot bez ocen to okazja do olewania…Natury ucznia się u nas tak łatwo nie zmieni.Najlepszy przykład to tzw. zwalanie.U nas norma a np.w Anglii dosyć poważne,szkolne przestępstwo! W wolnym świecie łatwiej podróżować i uczyć się czy przyjmować do wiadomości.
To jednak,wydaje się niereformowalne…
Poza tym…Kadra.Jeśli traktować to poważnie to uczący musiałby być nie lada omnibusem! Najlepiej z własnym doświadczeniem.Oj,czarno to widzę :upside_down_face:

To jest kwestia organizacji przedmiotu i podstawy programowej. Ja bym tu widział przewagę zajęć praktycznych, nad wkuwaniem regułek i materiału. Ten przedmiot nie może być traktowany jak matematyka gdy uczniowie siedzą karnie w ławkach i patrzą na tablicę. Absolutnie! Raczej widzę to jak warsztaty w grupach, w luźnej atmosferze. Np. jedna grupa tworzy petycje do właściwego urzędu w sprawie budowy parku, druga pisze biznesplan jakiejś działalności gospodarczej, trzecia uczy sie dyskusji na argumenty w zadanej kwestii. Wtedy to miałoby sens. Oczywiście nauczycieli musiałby byc kilku.

dronologia w kontekscie matmy i fizy, zeby sie umiec bronic, jakby co. W terenie rzecz jasna…nauczyciee by oszaleli przez takie wycieczki :joy:
A poza tym douczenie nauczycieli, zeby byli bardziej swiadomi swoich ograniczen, bo wiekszosc sama sie nadaje na terapie.

Tak to byłoby faktycznie niezłe.O ile obecność traktowana byłaby poważnie.I OBOWIĄZKOWO!
Poza tym…Jeśli nie ocena to W JAKI sposób wyróżnić utalentowanych a tym mniej rozgarniętym dać do zrozumienia że nie tędy droga?
Staram się na to spojrzeć praktycznie właśnie!
I praktyka moim zdaniem,bardzo by się różniła od teorii.

Tak - przedmiot obowiązkowy ale bez ocen. Przynajmniej takich w skali 1-6. Może jakies inne kryteria oceny.