Międzynarodowy Dzień Kobiet już jutro, ale podobno jednak nie.
Według najnowszych doniesień z kręgów najbardziej postępowych organizacji feministycznych święto zostało… symbolicznie odwołane. Nie dlatego, że kobiety przestały istnieć, tylko dlatego, że ich natura jest zbyt skomplikowana, żeby zmieścić się między tulipanem a promocyjną bombonierką z dyskontu.
Trudno się zresztą dziwić. Gdy w 1910 roku Clara Zetkin proponowała ustanowienie Międzynarodowego Dnia Kobiet na konferencji socjalistek w Kopenhadze, raczej nie miała na myśli scenariusza, w którym banki rozdają rabaty na kredyty „dla niej”, korporacje wrzucają na LinkedIna pastelowe grafiki z napisem Empowerment, a w biurach pojawia się kosz cukierków z karteczką „dla naszych wspaniałych pań”. Zetkin wyobrażała sobie raczej masową mobilizację polityczną: walkę o prawa wyborcze, prawa pracownicze, równość ekonomiczną. Trudno sobie wyobrażić, aby w jej notatkach pojawił się punkt „-30% na kosmetyki do północy”.
Nic więc dziwnego, że część współczesnych feministek zaczęła pytać: czy to jeszcze święto, czy już sezonowa kampania marketingowa? I tak zrodził się pomysł najbardziej radykalny z możliwych – STRAJK GENERALNY. Kobiety miałyby jutro nie świętować, nie przyjmować tulipanów, nie pozować do zdjęć z korporacyjną kartką okolicznościową. Zamiast tego: bojkot całej uroczystości.
Plan jest prosty.
Żadnych kwiatów.
Żadnych życzeń.
Żadnych „dziękujemy za to, że jesteście”.
W wersji bardziej ambitnej: żadnej pracy reprodukcyjnej, żadnego uśmiechania się z grzeczności, żadnego symbolicznego „dnia doceniania”, który przez resztę roku działa jak kupon na spokój sumienia.
Na razie więc Międzynarodowy Dzień Kobiet znalazł się w stanie zawieszenia. Oficjalnie nadal istnieje. Nieoficjalnie – ochody tego święta zostały na jeden dzień zawieszone.
Clara Zetkin prawdopodobnie obserwowałaby to wszystko z pewnym rozbawieniem. W końcu zaproponowała dzień walki politycznej, a dostała święto z czekoladkami.
Być może więc najbardziej wiernym sposobem uczczenia jej pomysłu byłoby właśnie… jego odwołanie.
Choćby na jeden dzień.
KTO ZA, KTO PRZECIW
Jestem za odwołaniem Dnia Kobiet w jego współczesnej formie
Jestem przeciw odwołaniu Dnia Kobiet
Jestem za przywróceniem pierwotnej formy Dnia Kobiet wg założeń Clary Zetkin w 1910 roku.
Jestem przeciwko przywróceniu pierwotnej formy Dnia Kobiet wg założeń Clary Zetkin w 1910 roku.
To taki moment gdy aż mi się bardzo CHCE podkreślić moją"myślową separacaję" od polityki.
Socjalistyczna bzdura,gozdzikowa karykatura,złe wspomnienia…Lub przynajmniej żenujące…
Ale samo w sobie,to fajne bo to jest po prostu okazja by pomysleć o dziewczynie jak o jubilacie czy solenizancie…
Hmmm… Może te słowa nie przekonują…Ale już chwila gdy się przytula i mówi coś miłego,powinna!
Ja w każdym razie lubię.I nie szukam drugiego czy któregoś tam,dna…
Pierwotnie ustanowienie Dnia Kobiet nie było socjalistyczną bzdurą. Założenia były całkowicie odmienne. Współcześnie dzień ten jest mocno skormercjalizowany, a prawa kobiet są nadal ignorowane i deptane.
Coś na wzór Dobra, macie ten jeden dzień, w którym w podziękowaniu za włożony trud otrzymacie tulipana, czekoladkę, ewentualnie weekendową wycieczkę lub talon do chirurga estetycznego , ale w pozostałe dni macie… a raczej nie macie nic do powiedzenia.
Aż się dziwię kobietom, że się godzą na tulipanową czekoladkę i same z siebie nie zaczęły bojkotować celebrowania tego święta we współczesnej formie.
Ależ wiem.Pisałem jedynie o tym co aż nadto,zapamiętałem z czasów szkolnych…
Czyli co Twoim zdaniem?
Całe lata zabiegania o wzajemność by 8 marca powiedzieć,odpierdol się?
Jeszcze w latach 70tych, czyli ponad 60 lat po ustanowieniu Dnia Kobiet, w Niemczech skąd pochodziła inicjatorka tego święta - Clara Zetkin, kobiety musiały posiadać zgodę małżonka, by podjąć pracę zarobkową.
Mąż nie wyraził zgody - biedna musiała klepać kotlety i prasować koszule.
Patrząc na 8. marca na przestrzeni ostatnich dekad, święto to można nazwać właśnie goździkowym.
Tak, jakby to jedynie w tym dniu to goździk, a w póżniejszym okresiej tulipan, czekoladka, wycieczka, botoks w czoło czy nowe cycki miały coś rekompensować.
I teraz nie wiadomo, czy wzrost wartości rekompensaty świadczy o wzroście kobiecych oczekiwań, czy o wzroście męskich przewinień.
No i ok.Zapewne w tych rachubach masz rację…
Ale ja o czym innym.
Ja lubię kobiety.
Kochałem całe życie je przytulać.Był czas gdy szukałem okazji by to miało miejsce…Był bowiem taki czas gdy byłem bardzo nieśmiały…
W 7 klasie taki jeden pieprzony gozdzik sprawił radość pewnej dziewczynie której podobno nie lubiano…
I ze mnie się potem śmiali…
Pewnie dlatego że kuluś [ja] zadaje się z donicą [ona]…
Nie wiem…Rok potem nam się drogi rozeszły…
Ale te,niech będzie,gozdzikowe chwile,zblizały…
Dzisiaj mamy inny świat ale…Czy wszystko co stare,trzeba z automatu wywalać przez okno?
Dzień Kobiet całkowicie zatracił pierwotną ideę.
To własnie to stare wyrzucono przez okno i zastąpiono je nowym - skomercjalizowanym.
To właśnie tego komercjalnego “goździka” z okazji Dnia Kobiet pamięta wiekszość z nas i uważa to za coś zupełnie normalnego i oczywistego.
A przecież :
W 1920 roku Dzień Kobiet nie był w Polsce powszechnie obchodzonym świętem państwowym, lecz funkcjonował jako inicjatywa socjalistyczna i ruchów kobiecych. Obchody miały charakter polityczny, skupiając się na walce o równouprawnienie, prawa wyborcze i poprawę warunków pracy kobiet, a nie na wręczaniu prezentów czy kwiatów.
Zamiast kwiatów i rajstop, w latach 30. organizowano wiece, zebrania i spotkania, podczas których omawiano sytuację kobiet w społeczeństwie.
Dzień Kobiet w latach 50. decyzją władz PRL miał status święta państwowego i był obowiązkowo obchodzony m.in. w szkołach i zakładach pracy. Organizowano tego dnia występy gwiazd, akademie, urządzano poczęstunki, powszechnie wręczano również kobietom prezenty, słodycze, kosmetyki, goździki.
Jednym słowem zaczęto mieć w doopie walkę o prawa kobiet i zastąpiono ją goździkiem.
.a kobietom to się spodobało i teraz mamy to, co mamy.