Kasa, kasa

w moim regionie trwają obecnie ferie. Spakowaliśmy się więc rodzinnie i wybraliśmy się w góry by wzorem “cywilizowanych ludzi” zaczerpnąć trochę górskiego powietrza.
Mówią że czas szybko płynie gdy jest fajnie - i to prawda, ale szybciej od niego płynie kasa. Włócząc się (parę razy) przez górski kurort zerkałem przez szyby różnych knajpek, restauracji itp. O ile w typowo obiadowych - jeśli mogę użyć tego określania, to w reszcie, nie widywałem zbyt wielu klientów a wręcz świeciły pustkami .
Nie jesteśmy już (ubogim) społeczeństwem, plus do tego sezon. Czy zatem nadal się bogacimy, czy też nastąpiło (nazwę to) spowolnienie, albo ceny w kurortach są wykreowane niebotycznie wysoko?

Obiektywnie patrząc, żyjemy obecnie w najlepszych dla nas pod każdym względem czasach. Faktem jest, że nie jesteśmy już ubogim społeczeństwem, jednak wciąż jesteśmy na etapie bogacenia się. W związku z tym, aby proces bogacenia się nie został zakłócony i trend wyjścia z ubóstwa nie został odwrócony, tłumnie omijamy pewne obszary w kurortach, gdzie ceny są wykreowane niebotycznie wysoko … :wink:

1 polubienie

Wiedząc, że ludzie, by robić prezenty pod choinkę biorą kredyty, z niektórych wakacjami jest za pewne podobnie… to nie uważam, że jesteśmy bogatym społeczeństwem…to chyba złudne (?) :thinking: :grin:

2 polubienia

Co trzeba wziąć pod uwagę, by określić, kiedy społeczeństwo jest bogate?
Jednym z takich pomocnych wskaźników jest pkb.

Źródło https://businessinsider.com.pl/pkb

Polska jest obecnie w tym względzie na 21 miejscu na świecie.

O czym to świadczy? Jak wyglądamy w skali świata? Jestesmy bogatym spoleczeństwem?

To zadanie dla umiejących logicznie myśleć.

2 polubienia

Ceny w tzw. kurotach wszedzie sa zawyzane. Dlazego? Przyczyn jest wiele - sezonowość biznesu, naiwnosc korzystajacych, pazernosc .
Wmawianie ludziom, ze zjedzenie czegos z mikrofali, czy wypicie podlej kawy, ale z widokiem '“na cos” to szczyt marzeń?
Ja mieszkam w czyms co z wakacyjnej wioski powoli staje się kurortem. Zakupow juz tu nie robie, wole w pobliskim pueblu, nawet nie ze wzgledu na ceny, a jakość. Widac tutejsi wychodza z zalozenia, ze turysta nie swinka, wszystko zeżre.
Podobnoe rzecz ma sie z knajpkami. Ze swieca szukać czegos klimatycznego przy deptaku. Wszystko zamienilo sie w “wyszukane” wnetrza zapchane stolikami, obsługą i menu zblizonym do stolowek pracowniczych rodem z PRL i cenami z Ritza. Choć porownujac wskaznik cena/jakosc w polskich osrodkach turystycznych i na Costa Blanca? I tak Hiszpania wygrywa w cuglach,jest zdecydowanie taniej.
A czy Polacy sie wzbogacili? Na pewno tak, poza tym lubia wydawac pieniadze, choc juz widac trend, że nie bezmyslnie. A rodaków tu coraz wiecej, Ryanair sie o to postaral :wink::rofl:
Tyle, że jak ostatnio? Dolecisz tanio, ale juz zakwaterowanie? Boom “mieszkan turystycznych” się konczy, ale i tak będzie komfort nieporownywalny. A ceny? No to juz zależy - sezon zawsze śrubuje w górę, a poza sezonem? W srodziemiomorzu zimy sa zimne. Wiec trzeba szukac przytuliska gdzie sie to bierze pod uwage, albo nastawic sie na szkole przetrwania i puchowy śpiwór.
Ogolnie? Wizyta w knajpie raczej nie wchodzi w ekonomiczna anomalie typu paradoks Giffena, nie jest dobrem podstawowym (czyli pomimo wzrostu ceny popyt rosnie) , a jak bedzie dzialac immy wyjatek zwany efektem Veblena, czyli prestizu w korzystaniu z dobra wyjatkowego? Im drożej tym lepiej? Nich innych skreci z zazdrości? Sa racy co sie “zastawia i postawią”, ale większość mimo wszystko liczyc umie. Cieszyc sie tylko, ze z biegim lat jednak Polacy strzepuja z butow pyl komunistyczbej siermiężności.
Nie na każdego dziala reklama typu celebryta czy influencer. Choc ogolnie cieszy, ze Polacy coraz czesciej korzystają z tzw. przestrzeni publicznej w kraju, a nie siedzą w domach. Dlatego jestem przeciwniczka zakazu handlu w niedziele, przy założeniu, ze nie jest to wyzysk pracownika. Ale wymagaloby to gruntownej reformy kodeksu pracy i sposobu myslenia.
A kto to ma zrobić?
Populizm wżarł się w gospodarke, ciągłe podwyzki płac i moim zdaniem sztuczne utrzymywanie kursu PLN w koncu die czkawką odbije. Zwlaszcza, ze Niemcy niestety w kryzysie. A z umiejetnosciami zdobywania nowych rynkow zbytu w polskich firmach cieniutko.

1 polubienie

Bogacimy ale i tak jest ciężko.
Trzeba oszczędzać. Na obłożenie oprócz cen wpływa też sezon grypowy. Masa ludzi choruje

2 polubienia

Ludzie się nie szczepili czy nie trafili ze szczepionką?

1 polubienie

Nie wiadomo. Lekarze mówią o niechęci do szczepień. Muszą tak mówić.
Ja myślę że wirusy po prostu skutecznie mutują. Być może jesteśmy mniej odporni z powodu siedzącego trybu życia, smogu i złej diety.

1 polubienie

Nie wiem, ja na grype w zyciu nie chorowalam .jakies drobne infekcje wirusowe sie czasem trafiaja, nawet katar to u mnie trzy dni nie tydzien. Oczywiscie jak złapię.
Za to wszelkiego rodzaju zakazenia bakteryjne? natychmiast.
Na wszelki wypadek na tezec się zaszczepilam i przypomnam co 10 lat, a pozostale anginy i inne cholery? Liczę na łut szczęścia i fakt, że tu nie występują za czesto.
A zjadliwość wirusów?
Nie sądzę, zeby byla wieksza niz w sasiednich krajach. Raczej system opieki medycznej niewydolny i brak wiedzy. Malo kto jak zaczyna chorować, a wtedy jest najwiekszym rozsiewaczem bakcyla liczy sie z tym, ze jednym kichieciem zarazic może nawet kilkadziesiat osób. I niestety, jak jestes chory, kichasz, kaszlesz, a musisz miedzy ludzi to załóż maseczkę. Z szacunku dla blizniego.
Po to te kagance wmyslono.

Poza tym zasady jak przy covidzie (tez wirus) - higiena, wietrzenie i zmora polska (przynajmniej dla mnie) - przegrzanie pomieszczeń. Zimno na zewnatrz, a w srodku tropiki. Pomijajac, ze to idealne dla przetrwania dla wirusow to jeszcze szok termiczny dla organizmu.
(sklepy, urzędy i inne miejsca masowo oswiedzane przez klientow z temperatura ustawiona na krotki rękawek)
Takie masowe zachorowania wirusowe podciagane pod “grype” nie są nowoscia w Polsce. Bywalo, że w PRL zamykali szkoły.
A teraz? Boja sie paniki?
Czy wscieklych rodzicow, bo dzieciaki w domu?